One More Shot (Jeszcze jeden strzał)
"One More Shot" to film akcji z 2024 roku, będący bezpośrednią kontynuacją "One Shot" (w produkcji jest jeszcze jedna, ostatnia część). Jake Harris (Scott Adkins) ląduje wraz z więźniem – Aminem Mansurem na lotnisku w Baltimore, gdzie człowiek ten zostaje przejęty przez CIA, dowodzonego przez Mike'a Marschalla (Tom Berenger). Główny bohater odbiera burę za wyniki akcji w Polsce (ukazane w poprzednim filmie) i już ma odejść niepyszny, kiedy orientuje się, że lotnisko zostaje zaatakowane przez najemników, chcących odbić Mansura. Harris za wszelką cenę próbuje powstrzymać wrogów i ochronić Mansura, który jako jedyny wie, gdzie zlokalizowana jest bomba, mająca zagrozić bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych. Role drugoplanowe w tej części grają: Michael Jai White oraz Alexis Knapp.
Ten film akcji, podobnie jak prequel, jest utrzymany w konwencji jednego ujęcia, a więc został wyedytowany w taki sposób, że akcja trwa bez przerwy a kamera podąża za bohaterami, bez przerywników. Jest to dosyć rzadko spotykane, ale doskonale pasuje do takich produkcji, gdzie cała fabuła rozgrywa się w jednym, niewielkim miejscu. "One More Shot" został co prawda przeciętnie oceniony przez widzów (5.4/10 w IMDb) i krytyków (57% pozytywnych recenzji zagregowanych w Rotten Tomatoes), ale w moim odczuciu nie jest to zły film. W stosunku do "jedynki" jest nieco bardziej chaotyczny i sprawia wrażenie mniej dopracowanego, ale dalej w miarę przyjemnie się to wszystko ogląda. Produkcję można obecnie wypożyczyć w ramach sieci VOD.
Ocena Civil.pl: 60%
Brake
Niskobudżetowy thriller z ciekawym pomysłem. Jeremy Reins (Stephen Dorff) to agent Secret Service, który budzi się w plastikowym pojemniku w bagażniku samochodowym, mając na początku do dyspozycji tylko pozostawione przez porywaczy CB-Radio oraz znajdujący się nad oczami elektroniczny zegar odliczający czas. Aby wydostać się z pułapki Jeremy musi podać terrorystom lokację bunkru prezydenta. Jeremy to twardy gość i kategorycznie odmawia ujawnienia pozycji lokacji, którą w filmie nazywa się "ruletką".
Zacznę może od plusów tej produkcji. Zakończenie choć niestety nielogiczne, na pewno należy uznać za ciekawe, sam oglądałem końcówkę dwa razy by nieco więcej z niej zrozumieć, niestety scenarzyści uznali, iż nie należy się nad nią zastanawiać, ponieważ im więcej się o niej myśli - tym bardziej wydaje się ona być pozbawiona sensu... Kolejny plus to dosyć solidna praca Stephena Dorffa, potrafił on stworzyć ciekawą postać bezkompromisowego twardziela. Jeżeli chodzi o minusy to są dwa zasadnicze: niski budżet (ledwie 0.5 mln dolarów) spowodował, iż zaoszczędzono na wszystkim, tak więcej oglądamy cały czas gościa w przeźroczystej skrzyni, co może znużyć, szczególnie na początku, kiedy to akcja toczy się ospale. Drugi minus to jednak spora powierzchowność, co mi osobiście przeszkadza - pod żadnym pozorem nie należy analizować tego filmu pod kątem spójności oraz sprawdzać czy wszystko w nim pokazane trzyma się kupy - bo się naprawdę nie trzyma. Im bystrzej się patrzy - tym więcej widzi się absurdów. Dlatego należy "Brake" oglądać z dużą dawką tolerancji, wtedy może się on spodobać.
Ocena Civil.pl: 61%