Ocena: 23 Hangman (M jak morderca)

Hangman

Ray Archer (Al Pacino) to emerytowany policjant wydziału zabójstw, który wraca do pracy po tym jak zostaje poproszony przez swojego kolegę Willa Ruineya (Karl Urban) o pomoc w rozwikłaniu serii morderstw. Detektywom towarzyszy lokalna dziennikarka o imieniu Christi (Brittany Snow), pisząca o pracy policji. Tytułowy Wisielec (polski tytuł tego filmu to "M jak morderca") zostawia na każdej ofierze literę mającą złożyć się na hasło, w myśl popularnej gry, w której podanie nieprawidłowej litery powoduje dorysowanie fragmentu szubienicy. Detektywi i dziennikarka muszą rozwikłać zagadkę zanim zginą kolejne osoby.

Na początek mała pochwała. Twórcy starali się, by ten film wyglądał jak klasyczne thrillery z epoki VHS. Konwencja dwóch zdolnych detektywów (z różnych pokoleń) kontra przebiegły, seryjny morderca została już wykorzystana bardzo wiele razy. Mi tego typu filmy kojarzą się głównie z kasetami VHS i początkiem ery wypożyczalni DVD, kiedy to można było sobie pożyczyć tego typu kryminały. Obecnie w erze VOD takie produkcje jak widać także się pojawiają... Niestety "M jak morderca" to produkcja fatalna. Dlaczego? Groteskowo budowane napięcie, masa nielogiczności, wcale niewciągająca intryga – to tylko niektóre wady tego filmu. Już po pierwszych piętnastu minutach seansu wiedziałem, że bardzo ciężko będzie obejrzeć tę produkcję do końca. Z każdą kolejną minutą było coraz gorzej. Twórcy tego filmu w zasadzie napisali tutorial "jak nie robić kryminałów – studium przypadków". Wszystko co można było tutaj zepsuć w zasadzie zostało zepsute. Fani Ala Pacino czy Karla Urbana mogą co najwyżej zgrzytać zębami oglądając tych dobrych i popularnych aktorów w takiej szmirze.

Ocena Civil.pl: 23%

Ocena: 65 Úsmevy smutných muzu (Uśmiechy smutnych mężczyzn)

Úsmevy smutných muzu

Czeski film powstały na podstawie autobiograficznej książki Josefa Formánka (o tym samym tytule). Josef to pisarz w średnim wieku, uzależniony od alkoholu. Wiedząc, iż nałóg zaprowadzi go niebawem do grobu, bohater postanawia się leczyć by zawalczyć o swoje życie. W tym celu udaje się do ośrodka terapii, gdzie poznaje historie innych uzależnionych ludzi. Fabuła tego filmu jest prawie identyczna jak w "Pod Mocnym Aniołem". W obu filmach oglądamy staczającego się pisarza, który nie potrafi przestać pić i pije zawsze do utraty przytomności. W czeskiej wersji aż do przesady ukazano "siłę nałogu". Główną rolę w filmie zagrał David Svehlík i moim zdaniem nie był tak przekonywujący jak Robert Więckiewicz.

Porównując "Uśmiechy smutnych mężczyzn" z "Pod Mocnym Aniołem" jednoznacznie opowiadam się za polską produkcją. W czeskim filmie nie przemówiły do mnie historie "smutnych mężczyzn". Oba filmy są bardzo podobnie skonstruowane. Obserwujemy w nich na przemian epizody "chlania" głównych bohaterów i pobyty w ośrodkach. Oba filmy bardzo dobitnie ukazują problem alkoholizmu i pokazują jak człowiek jest bezsilny w starciu z tą potężną chorobą. Jednakże Wojtek Smarzowski bazując na powieści Jerzego Pilcha zrobił "swoje" nieco lepiej. "Uśmiechy smutnych mężczyzn" da się jednak obejrzeć, aczkolwiek jest to bardzo ciężki film. Nie jestem miłośnikiem czeskiego kina i rzadko kiedy oglądam filmy znad Wełtawy. Po ten sięgnąłem tylko po to, by móc go porównać z "Pod Mocnym Aniołem".

Ocena Civil.pl: 65%

Ocena: 75 The Walking Dead (Season: 9) (Żywe Trupy)

The Walking Dead

Jestem fanem serii "The Walking Dead" począwszy od pierwszego sezonu. Pozwolę sobie na krótki "łyk historii" zanim przejdę do opisu 9 sezonu. Serial zadebiutował 31 października (w Halloween a jakże!) 2010 roku. Pierwszy sezon składał się z zaledwie sześciu odcinków, ale wszystkie one wbijały w fotel i zrobiły apetyt na więcej i więcej. Aby zaspokoić ten apetyt fanów powstały kolejne sezony a także spin-off "Fear The Walking Dead". Kolejne sezony TWD oglądałem na bieżąco, jako że serial jest emitowany w Polsce równo z premierą amerykańską (na naszym FOXie). W tej recenzji będą spoilery, więc jeżeli ktoś nie oglądał jeszcze tego sezonu lepiej by nie czytał dalej... Sezon dziewiąty rozpoczyna się od wydarzeń, które mają miejsce 18 miesięcy po pokonaniu Negana. Główny antagonista z sezonów 7-8 zostaje uwięziony a jego ludzie dołączają do społeczności Aleksandrii, Wzgórza i Królestwa. W pierwszej części sezonu (sezon tradycyjnie został podzielony na dwie części) z serialem żegna się Rick Grimes (w piątym odcinku, po czym akcja zostaje przesunięta o 6 lat do przodu) a następnie zostaje także przedstawiony nowy wróg: The Whisperers (Szeptacze). W drugiej części sezonu widzowie oglądają walkę pomiędzy głównymi bohaterami a Szeptaczami. Nowi antagoniści to koczownicy, którzy ubierają na głowy maski zrobione z twarzy Szwędaczy, dzięki czemu mogą oni wtapiać się w hordy Zombie i niepostrzeżenie przemieszczać po to by atakować inne osady.

Czytałem i słyszałem wiele opinii o tym, że każdy kolejny sezon TWD jest coraz gorszy. O tyle o ile fascynowała mnie walka w dwóch poprzednich sezonach z diabolicznym Neganem, to tym razem bardzo ciężko było mi przebrnąć przez wszystkie szesnaście odcinków. Nie zabrakło w najnowszym sezonie Negana, jednakże oczywiście nie był to już brutal z pałką lubujący się w przemocy a przyjaciel Judith (córki Ricka). Jako, że akcja sezonu dziewiątego ma miejsce na przestrzeni ponad 6 lat, pomiędzy Judith i Neganem wykształca się więź. W finałowym odcinku serii Negan ryzykując swoje życie ratuje Judith z opresji, czym zaskarbia sobie wdzięczność Michonne. Na czele "tych zły" stoi z kolei Alpha (w tej roli moim zdaniem całkowicie bezbarwna brytyjska aktorka Samantha Morton, nie mniej jednak postać przez nią grana jako jedyna trafiła na plakat tego sezonu) oraz Beta (grany przez Ryana Hursta, specjalistę od czarnych charakterów, aktora wyróżniającego się bardzo wysokim wzrostem). Aby nieco podkręcić "zło" szerzone przez Szeptaczy, ich ofiarami pada bardzo duża ilość bohaterów po stronie "tych dobrych".

Rozpisałem się o fabule tych szesnastu odcinków. Jednak, jeżeli miałbym powiedzieć o ich jakości, to niestety pasuje tutaj określenie: "odcinania kuponów", było bowiem kilka, może kilkanaście scen, które obejrzałem z wypiekami na twarzy, ale przez większość czasu raczej się nudziłem. Na pewno powstanie sezon 10 oraz przynajmniej jeden film telewizyjny na motywach "The Walking Dead". Za miesiąc premierę będzie miał piąty sezon "Fear the Walking Dead", gdzie główną rolę gra Alycia Debnam-Carey (począwszy od 1 sezonu), dwudziestoparoletnia Australijka o urodzie modelki. Ten spin-off od samego początku nie cieszył się ani popularnością ani wysokimi ocenami, nie mniej jednak ja nieco przewrotnie wolę chyba popatrzeć na tę dziewczynę i jej "przygody" ze Szwędaczami aniżeli na odgrzewane na siłę "The Walking Dead".

Ocena Civil.pl: 75%

Ocena: 82 Avengers: Endgame (Avengers: Koniec Gry)

Avengers: Endgame

Kilka miesięcy temu recenzowałem Avengers: Infinity War, który obejrzałem za pośrednictwem VOD. Na ostatnią część Avengersów wybrałem się do kina podczas długiego weekendu majowego. To co mnie uderzyło na wstępie to minimalna frekwencja. Co prawda wybrałem seans około godziny 16, ale i tak zapełnienie kina w 10% może procentach na superprodukcji w dniu wolnym od pracy mocno dziwi. Ale do rzeczy... "Avengers: Endgame" to ostatni film trzeciej fazy adaptacji filmów Marvela. Wszystko rozpoczęło się w 2008 roku premierą "Iron Mana". W 2012 roku debiutował pierwszy film ze słowem "Avengers" w nazwie. Później jeszcze w 2015 roku na ekranach gościł Avengers: Age of Ultron a w 2018 wspomniany już "Infinity War". Po drodze oczywiście była cała masa innych filmów z bohaterami komiksów Marvela. Łącznie w latach 2008-2019 powstało aż 22 superprodukcji podzielonych na 3 fazy. Tyle historii. Teraz dwa słowa o fabule. "Endgame" traktuje o ostatecznej walce z Thanosem, który w poprzedniej części wymordował połowę stworzeń we wszechświecie (w tym wielu Avengersów). Pozostali przy życiu superbohaterowie (wsparci przez Kapitan Marvel - w tej roli Brie Larson) odnajdują Thanosa i wymierzają sprawiedliwość. Nie rozwiązuje to jednak problemu wyginięcia połowy populacji, wobec czego Avengersi łączą siły by skonstruować maszynę czasu, która pozwoli im odwrócić bieg wydarzeń.

Film kosztował 356 mln dolarów, na tę chwilę zarobił prawie 1800 mln dolarów i pewne jest że zarobi jeszcze więcej. Do tego dochodzą bardzo wysokie oceny od krytyków (w tej chwili 95% pozytywów w Rotten Tomatoes) oraz ocena 8.9 w serwisie IMDB. Produkcja trwa ponad 3 godziny ... i moim zdaniem to nieco za długo. Przy takiej potężnej obsadzie naprawdę potrzebowano minut by każdego obsadzić i pokazać, ale rozwlekanie całości aż do 181 minut to raczej przesada. Poza jednak czasem emisji ciężko mi wskazać jakieś słabe strony. Jak zwykle zamieniono pieniądze na zapierające dech w piersiach efekty specjalne, porywające sceny walk i bardzo efektowne bitwy. To wszystko po prostu musi się podobać. Bajka o superbohaterach to dobry relaks, w takim wykonaniu jeszcze lepszy. Polecam.

Ocena Civil.pl: 82%

Ocena: 35 Just Getting Started (To dopiero początek)

Just Getting Started

Duke (Morgan Freeman) to mężczyzna prowadzący luksusowy kurort w Palm Springs. Na co dzień ma wszystko czego mu trzeba: kochanki, alkohol i ulubionego golfa. Jego życie nieco komplikuje się, kiedy to ośrodka przyjeżdża Leo (Tommy Lee Jones), były agent FBI, który za punkt honoru stawia sobie rywalizację z Dukiem: zarówno w sporcie jak i w kobiecych podbojach. Z czasem rywalizacja przybiera na sile, kiedy do ośrodka przybywa szefowa Duke'a – Suzie (Rene Russo), w której obaj panowie momentalnie się zakochują. Jednocześnie na jaw wychodzą inne problemy, okazuje się iż Duke objęty jest programem ochrony świadków a jego życie dybie demoniczna Delilah (Jane Seymour). Leo postanawia ochronić swojego kolegę/rywala wykorzystując swoje umiejętności.

Ta komedyjka kosztowała 22 mln dolarów i zarobiła ledwie 7.6mln. Zanim zacznę pisać o tonie wad tej produkcji, poruszę kwestię tego że szkoda iż w takiej szmirze zagrali tacy znani aktorzy. O ile Morgan Freeman lubi od czas do czasu zagrać w jakieś komedyjce, to jednak Tommy Lee Jones nie powinien się marnować w tego typu "akcjach". Jest to zbyt popularny i kultowy aktor. Rene Russo choć niesamowicie rozpoznawalna, w swoim życiu wystąpiła w zaledwie 30 produkcjach, a swoje występy na ekranie na ogół przeplata kilkuletnimi przerwami. "Just Getting Started" jako komedia całkowicie nie bawi. Jako film akcji nudzi przewidywalnym scenariuszem i ... brakiem akcji. Cały ten film trochę tak wygląda: jakby producentom udało się wynająć jakiś luksusowy kurort i zabukować czas znanych aktorów ... a później na kolanie dopisali do lokalizacji i postaci jakieś dialogi i fabułę. Boli, że Freeman i Lee Jones (obaj mają w swoim dorobku między innymi po Oscarze) muszą sobie tak dorabiać. "Just Getting Started" zebrał fatalne opinie od widzów i jeszcze gorsze od krytyków. Ciężko mi wskazać jakikolwiek jasny punkt czy też napisać dobre słowo. Jedynie fani Rene Russo, stęsknieni za występami tej aktorki mogą się tym filmem zainteresować. Inni, jeżeli tego jeszcze nie widzieli to niech nie zmieniają tego stanu rzeczy.

Ocena Civil.pl: 35%

Strona zawiera recenzje filmowe zagranicznych i polskich filmów oraz seriali. Recenzje filmowe powinny być niezależne i szczere bo tylko wtedy są wiarygodne. Na stronie staramy się umieszczać recenzje super hitów i super produkcji jak również mniej znanych i popularych filmów różnych gatunków. Recenzje filmowe superhitów w budżetami wynoszącymi ponad 200 mln dolarów są dostępne wszędzie, dlatego naszym zdaniem czasem warto obejrzeć coś niszowego, coś innego niż oglądają wszyscy. Dlatego na naszej strony publikujemy recenzje filmów z różnych platform streamingowych (Netflix, Amazon Prime, HBO, Canal+).