Ocena: 52 The Possession of Hannah Grace (Diabeł: Inkarnacja)

Megan (Shay Mitchell) to była policjantka, która w wyniku traumatycznych przeżyć na służbie popadła w uzależnienie. Po zakończeniu odwyku, główna bohaterka podejmuje nową pracę ... w kostnicy w bostońskim szpitalu. Zadanie polegające na odbieraniu nieboszczyków i robieniu dokumentacji zdjęciowej odpowiada jej do momentu, kiedy na jej "oddział" trafia ciało opętanej przez szatana tytułowej Hanny Grace.

Film z 2018 roku, a więc sprzed ery pandemicznej z budżetem wynoszącym około 7 mln dolarów zarobił aż 43 mln i to przy średnich ocenach od widzów (5.2/10 w IMDb) i słabych od krytyków (ledwie 20% pozytywnych not w Rotten Tomatoes). Trwający niespełna 90 minut horror oparty został na bardzo słabiutkim scenariuszu, jednak nie dziwię się, że udało się go "sprzedać" w kinach. Horrory w kostnicy, w dodatku z wątkami egzorcyzmów to dosyć interesujące motywy dla fanów gatunku. Sama Shay Mitchell to też nie jest postać anonimowa, bowiem aktorka znana jest z wieloletniej roli w serialu "Pretty Little Liars", oprócz tego działa jako modelka i Instagramerka, budując przez lata swoją rozpoznawalność. Niestety poza aspektem biznesowej inwestycji producentów, "The Possession of Hannah Grace" ogląda się dosyć ciężko. Jak łatwo się domyślić, akcja ma miejsce głównie w jednym miejscu i samo to nie byłoby problemem, gdyby nie fakt, że scenarzyści mieli bardzo słabe pomysły jak ten film "rozegrać" W rezultacie miejscami bywa groteskowo a przez większość czasu po prostu wieje nudą. Po prostu kolejny mocno przeciętny horror o którym się szybko zapomina. Produkcja dostępna jest np. na Netflixie.

Ocena Civil.pl: 52%

Ocena: 35 Me Time (Czas dla siebie)

Kolejna komedia Netflixa z udziałem Kevina Harta, któremu tym razem towarzyszy Mark Wahlberg. Sonny Fisher (Kevin Hart) bo bezrobotny mężczyzna w średnim wieku, prowadzący nudne życie u boku swojej żony architektki (Regina Hall) oraz dwójki małych dzieci. Sonny z powodu braku zajęcia, zajmuje się domem oraz angażuje w życie szkoły, do którego chodzą jego dzieci. Wahlberg gra z kolei Hucka Dembo, imprezowicza i dawnego przyjaciela Sonny'ego. Kiedy Huck kończy 44-lata zamierza zorganizować huczną imprezę, na której chce gościć między innymi swojego dawnego druha. Sonny niechętny temu pomysłowi, z braku innych opcji w końcu zgadza się dołączyć do kumpla, która zamierza świętować na pustyni.

Netflix nigdy nie umiał "w filmy komediowe" i to się nie zmienia. "Me Time" dostał ledwie 8% pozytywnych not od zawodowych krytyków (wg Rotten Tomatoes) i 5.0/10 w IMDb od widzów. Film zapowiadał się dobrze, jako coś w stylu "Hangover", jednak jego scenarzyści nie mieli pomysłu czym ma być ich dzieło, w rezultacie powstał całkowity miszmasz łączący w sobie masę wątków i motywów. W tej produkcji sens zostaje zgubiony bardzo szybko a każda kolejna scena jest coraz bardziej odklejona od rzeczywistości. W dodatku nie ma się też z czego pośmiać, a większość "gagów" wywołuje co najwyżej uśmiech politowania. Jednym słowem: jest bardzo źle. Szkoda, bo duet Hart i Wahlberg na pewno by się świetnie odnalazł w jakimś lepszym scenariuszu. Tutaj się nie odnaleźli bo nie mieli kompletnie w czym. Film jest dostępny na Netflixie, ale moim zdaniem brakuje argumentów by go obejrzeć.

Ocena Civil.pl: 35%

Ocena: 22 W lesie dziś nie zaśnie nikt II (W lesie dziś nie zaśnie nikt II)

Pierwsza część tego filmu miała się ukazać w Polsce w kinach, ale z powodu pandemii jej premiera została przesunięta na Netflix. Druga część była już od początku "Netflixowa". Wydarzenia w sequelu rozpoczynają się bezpośrednio po nocy z "jedynki". W pierwszych scenach poznajemy załogę lokalnego komisariatu: nieśmiałego Adasia (Mateusz Więcławek), pewną siebie Wanessę (Zofia Wichłacz) oraz ich szefa Waldemara (Andrzej Grabowski). Ten ostatni zabiera aresztowaną noc wcześniej Zofię (Julia Wieniawa-Narkiewicz) na wizję lokalną do domku z części pierwszej. Kiedy zapada zmrok a dowódca dalej nie wraca, Wanessa i Adam postanawiają sprawdzić co się z nim dzieje, pakując się w środek "koszmaru".

O ile pierwsza część, będącego czymś w rodzaju slashera "made in Poland" dała się jako tako obejrzeć, to sequel wywołuje co najwyżej uśmiech politowania. Scenariusz w tym przypadku jest tak kuriozalny, że produkcja ta nie ma najmniejszego sensu. Wszystko co się dzieje na ekranie jest dziwne i groteskowe, w złym tego słowa znaczeniu. Pomijając już fakt bardzo krótkiej obsady: na ekranie widzimy ledwie kilka postaci, to byłoby do wybaczenia, gdyby ten film miał odrobinę sensu. Jedyne co się udało, to w miarę efektowna scena "otwarcia" inspirowana amerykańskim kinem. Film epatuje brutalnością wzorowaną na najbardziej krwawych horrorach, jednak w ogóle "nie straszy", ani nie trzyma w napięciu, w dodatku w bardzo dziwny sposób dodano do niego wątki komediowe, co dopełnia wrażenia całkowitej groteski. Ciężko powiedzieć po co powstał ten film.

Ocena Civil.pl: 22%

Ocena: 25 Measure of Revenge (Miara zemsty)

Lillian (Melissa Leo) aktorka teatralna i wieloletnia wdowa nabiera chęci do życia po tym jak jej dorosły syn Curtis (Jake Weary) wraca do domu po odwyku narkotykowym. Mężczyzna po powrocie kontynuuje swoją karierę muzyka oraz zamierza się ustatkować. Kiedy wszystko wydaje się być w porządku, Lillian znajduje syna i jego niedoszłą żonę martwych z powodu przedawkowania. Po tym jak policja nie za bardzo zamierza wyjaśnić sprawę, uznając ją za wypadek, główna bohaterka postanawia rozpocząć własne śledztwo, łącząc siły z dawną dilerką jej syna o imieniu Taz (Bella Thorne).

Ten thriller z 2022 roku to jeden z bardziej nieudanych filmów ostatnich lat, co potwierdzają złe oceny od widzów (3.7/10 w IMDb przy zaledwie 263 notach) oraz fatalne od krytyków, na kilkanaście recenzji ledwie 12% było pozytywnych. Bardzo mała liczba ocen w IMDb świadczy o tym, że naprawdę mało kto ten film widział, choć dostępny jest od marca 2022 roku. To dobrze, bo oglądać naprawdę nie ma co. "Measure of Revenge" irytuje chaotyczną fabułą, kiepskim scenariuszem, brakiem jakiekolwiek napięcia i kiepską obsadą. Bella Thorne nie potrafi za bardzo przekuć swojej popularności w mediach społecznościowych na wartościowe role w dobrych produkcjach. Aktorka gra bardzo dużo, jednak na ogół są to filmy klasy C lub niższej (nisko lub fatalnie oceniane). "Measure of Revenge" można obejrzeć na HBO Max, choć bardzo nie warto, bo to totalna strata 1.5 godziny.

Ocena Civil.pl: 25%

Ocena: 88 Only Murders in the Building (Season: 2) (Zbrodnie po sąsiedzku)

Drugi sezon kryminalno-komediowego serialu osadzonego w Nowym Jorku w Polsce dostępny jest dzięki Disney+, z racji tego że Hulu nie operuje w naszym kraju i może "za granicą" odsprzedać licencje innym podmiotom. Po pierwszym sezonie było jasne, że trio trzech znakomitych aktorów powróci, a obecnie jasne już jest, że powstanie także sezon kolejny. Podobnie jak w pierwszym sezonie, trzech serialowych sąsiadów granych przez Steve'a Martina, Martina Shorta i Selenę Gomez tworzy niesamowite show osadzone we współczesnym "Big Apple". W nowym sezonie oprócz kolejnej zagadki kryminalnej na ekranie oglądamy nowych aktorów na czele z Cara Delevingne.

Pierwszy sezon bardzo spodobał się widzom i krytykom, więc tym trudniej twórcom było utrzymać równie wysoki poziom oraz wyprodukować nowe 10 równie dobrych odcinków. Moim zdaniem udało się. Serial niczego nie stracił ze swojej świeżości, polotu i oryginalności, dalej intryguje i bawi. "Only Murders in the Building" na tle coraz większej ilości różnych seriali, produkowanych na coraz więcej platform (nie wspominając już o telewizjach) wyróżnia się nie tylko doskonałą obsadą, ale także doskonałym scenariuszem. Po prostu przyjemnie się to wszystko ogląda. Nie zmieniono także długości odcinków, trwają nadal około 35 minut, a więc cały sezon to około 350 minut dobrej zabawy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że kolejny sezon będzie równie dobry, a format ten utrzyma się na dłużej na serialowej mapie.

Ocena Civil.pl: 88%

Strona zawiera recenzje filmowe zagranicznych i polskich filmów oraz seriali. Recenzje filmowe powinny być niezależne i szczere bo tylko wtedy są wiarygodne. Na stronie staramy się umieszczać recenzje super hitów i super produkcji jak również mniej znanych i popularych filmów różnych gatunków. Recenzje filmowe superhitów w budżetami wynoszącymi ponad 200 mln dolarów są dostępne wszędzie, dlatego naszym zdaniem czasem warto obejrzeć coś niszowego, coś innego niż oglądają wszyscy. Dlatego na naszej strony publikujemy recenzje filmów z różnych platform streamingowych (Netflix, Amazon Prime, HBO, Canal+).