film przygodowy

Na ogół gatunek filmu przygodowego idzie w parze z komedią albo super produkcją. Pewnym podgatunek jest film drogi, polegający na tym, że para (lub więcej osób) podróżuje po bezkresach USA tudzież innego wielkiego państwa, rozwiązując po drodze swoje lub cudze problemy.

Ocena: 59 47 Ronin

Kosztująca olbrzymie pieniądze (175 mln dolarów) superprodukcja z udziałem Keanu Reeves i plejadą japońskich aktorów traktująca o znanej w Japonii opowieści o 47 roninach. Historia wydaje się być prosta i bazuje na faktach historycznych: po śmierci Lorda Asano, który został pokuszony przez czarownicę, jego córka Mika zostaje zmuszona do mariażu z lordem Kirą, podstępnym człowiekiem, który pragnie władzy "po trupach". Na przeciwko Kirze powstaje 47 roninów na czele z Oishi oraz Kai - pół-Brytyjczykiem, pół-Japończykiem (Keanu Reeves), którzy pragną pokonać lorda oraz podstępną czarownicę. Można by rzecz - standard dla filmów z takim budżetem: są dobrzy, są źli, jest sprawa o którą warto walczyć.

Tym razem jednak produkcja okazała się klapą. Krytycy wystawili fatalną notę (ledwie 12% pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes), zaś widzowie zagłosowali nie procentami, ale niezbyt tłumnym stawieniem się do kin, w rezultacie film zarobił tylko 146 mln dolarów - czyli nie zwrócił się. Niestety twórcy zagrali nie fair, ponieważ nawet plakat filmowy "oszukuje", pojawia się na nim Rick Genest, "człowiek Zombie", wypromowany między innymi przez Lady Gagę (oprócz niego na plakacie zmieściły się jeszcze tylko 3 postacie...). Problem jest jednak taki, iż Rick występuje w jednej scenie przez kilka sekund i wypowiada kilka może słów, w produkcji trwającej prawie 2 godziny. Odtwórcy głównych ról tacy jak Hiroyuki Sanada, który wciela się w rolę przywódcy roninów oraz Ko Shibasaki, grająca główną rolę żeńską - nie znaleźli miejsca na plakacie! Pogrywając w ten sposób: eksponując na plakacie kontrowersyjną postać, która de facto występuje jako cameo - kosztem głównych bohaterów, których nazwiska nie są zbyt znane w Europie - traktuje się widza jak idiotę. Kolejny mój zarzut: produkcja jest niesamowicie nudna, nie porywa, wlecze się, akcja przyśpiesza dopiero pod koniec. Niestety też nie widać za bardzo zainwestowanych pieniędzy, są co prawda ładne lokacje i krajobrazy, ale bardzo blado wypadają sceny fantasy z udziałem cyfrowo obrabianych stworzeń. Za takie pieniądze można było to zrobić lepiej...

Ten film to spore rozczarowanie, może wydać się ciekawy miłośnikom kultury japońskiej, którzy i tak pewnie po seansie będą rozczarowani. Nie polecam.

Ocena Civil.pl: 59%

Ocena: 25 World War Z

Chyba najgorsza superprodukcję jaką widziałem. Za 190 mln dolarów zrobiono adaptację poczytnej książki o tym samym tytule autorstwa Max Brooks. Tyle tylko, że ekranizacja nie ma w zasadzie nic wspólnego z książką poza tytułem, ponieważ przekręcono w niej wszystko. Gerry Lane (Brad Pitt) to funkcjonariusz ONZ, który za cenę uratowania rodziny podejmuje się walki z wirusem zamieniającym ludzie w Zombie. W tym celu Gerry odwiedza kilka miejsc na świecie by bliżej poznać chorobę i znaleźć na nią skuteczne lekarstwo. Świat w obliczu śmiercionośnego wirusa i epidemii Zombie stoi na krawędzi zapaści i każda minuta (wg filmu) jest na wagę złota.

Nie umiem, nie potrafię wskazać ani jednej zalety tego filmu. Nuda przebija się przez cały czas z ekranu a dwie godziny seansu mijają jak cztery. Zmarnowany budżet na nieoszałamiające efekty specjalne + obsada zawierająca w zasadzie jednego wielkiego Pitta i David Morse'a w roli czwartoplanowej (+ Matthew Fox pokazany przez ułamki sekund). Poza tym garść mniej znanych nazwisk jak chociażby Mireille Enos (serialowa aktorka) i początkująca Daniella Kertesz. Aż chce się zapytać: gdzie zniknęło 190 mln dolarów? Czy po zatrudnieniu Pitta nie starczyło na żadnego innego topowego aktora? Obsadę można jeszcze "przełknąć", ale reszta jest zupełnie poniżej krytyki. Superprodukcja oczywiście zgarnęła trochę pozytywnych opinii no i się zwróciła finansowo - co nie zmienia faktu, iż każdy kto jeszcze tego filmu nie widział - moim zdaniem powinien trzymać się od niego jak najdalej.

Ocena Civil.pl: 25%

Ocena: 70 Thor: The Dark World

Kolejna część przygód postaci z komiksu Marvel i mitologii nordyckiej - Thora. Tym razem dzielny syn Asgardu broni swój świat przed Mrocznymi Elfami, które chcą posiąść Aether (tajemną broń) i zaprowadzić we wszystkich 9 krainach wszechświata mrok. Tym razem sprzymierzeńcem Thora będzie jego brat - Loki (Tom Hiddleston) oraz oczywiście Jane Foster (Natalie Portman), zjednoczą się oni przeciwko Malekithowi - władcy Mrocznych Elfów.

Filmy tego typu należy oglądać w kinie, najlepiej w 3D (choć to 3D jest naciągane) - tak też uczyniłem, sala była średnio wypełniona, blok reklamowy ubogi, zapowiedzi kolejnych hitów - mało - czuć kryzys wszędzie. Zresztą aktorzy, coraz większego formatu nagminnie zamieniają produkcje filmowe na seriale, które są o wiele lepszym i pewniejszym źródłem dochodu, mimo to na drugą część przygód Thora wyłożono 170 mln dolarów i pieniądze te mają się szansę zwrócić, ponieważ ledwie 2 dni po premierze w USA - już zarobiono 141 mln dolarów - a to dopiero początek przychodów.

Pieniądze zagrały, ściema-ala-3D (oczywiście tylko część scen była w 3D) - też, ale moim zdaniem film też jest zbyt lekki. Dodano bardzo dużo humoru familijnego - ponieważ zapolowano na każdego co ma pieniążki na bilet, niezależnie od wieku. Już za niecałe pół roku Ci sami dystrybutorzy zaproszą widzów do kina na film "Captain America: The Winter Soldier" a później pewnie na kolejne ekranizacje komiksów Marvela. To jest świetny biznes, ponieważ lekkie filmy fantasy dla całych rodzin to chyba obecnie najbezpieczniejsze inwestycje. Nie mniej jednak jest to ograniczona uczta dla ambitnego kinomana - ale przyzwoicie zrobiona produkcja dla mas - to też jest jakiś walor.

Ocena Civil.pl: 70%

Ocena: 79 The Host

Ziemia zostaje podbita przez przybyszy z kosmosu, którzy odbierają ludziom ich ciała i wstrzykują im dusze Obcych. W ten sposób człowiek staje się jedynie żywicielem dla kosmity. Kiedy jednak pojmanej Melanie (Saoirse Ronan) wstrzyknięta zostaje dusza kosmitki Wandy - dzieje się coś nieoczekiwanego, Melanie jest w stanie komunikować się z nową właścicielką jej ciała i przekonać ją by ta przeszła na stronę ludzi. Wanda ucieka i postanawia odnaleźć bliskich Melanie, zaś jej tropem podążą łowcy na czele z "The Seeker" (Diana Kruger), która nienawidzi gatunku ludzkiego i za wszelką cenę chce ich wyeliminować.

Niesamowicie efektowna bajka, z coraz bardziej zjawiskową Saoirse Ronan, która jeszcze niedawno nie podobała mi się w "Byzantium", a tutaj zagrała rolę nie dziewczyny a kobiety, w dodatku jak zwykle bardzo przyzwoicie. 19-letnia Irlandka robi niesamowitą karierę i trzaska coraz lepsze i droższe tytuły, w tym tempie szybko awansuje do pierwszej ligi Hollywood.

Nie mniej jednak, "The Host" został mocno skrytykowany za słaby scenariusz, który powstał na podstawie noweli Stephenie Meyer (tej samej co napisała "Twilight") oraz za miejscami zbyt łagodne sceny, pasujące do pięknej bajki a nie do filmu fabularnego. Mi zaś film się podobał, nie zważając na mankamenty, nareszcie dane było mi zobaczyć coś co się dobrze kończy, nie latają wszędzie flaki, nikt nikomu nie obcina rąk i nóg. Oczywiście zdaje sobie sprawę, iż celowano w widownię 13+ - stąd taki profil, nie mniej jednak odbieram tę produkcję pozytywnie.

Ocena Civil.pl: 79%

Ocena: 69 Oblivion

Jack (Tom Cruise) wraz z Victorią (Andrea Riseborough) wykonują misję na Ziemi w roku 2077, która polega na naprawie dronów broniących platformy wysysające wodę z oceanów. Jack ma wymazaną pamięć - ale jasno sprecyzowane zadania, codziennie wyrusza swoim statkiem powietrznym z niemalże bajkowego domku zawieszonego obok chmur, po to by naprawiać bezzałogowe samolociki w kształcie kulek. Zagrożeniem na Ziemi są tzw. padlinożercy, którzy w przeszłości zaatakowali planetę i doprowadzili do wojny nuklearnej, w wyniku czego Ziemia została skażona, zaś ludzkość przeniosła się na Tytana (satelita Saturna). Czy jednak pozbawiony pamięci Jack znalazł się po właściwej stronie? A może to co mu zostało powiedziane wcale nie jest prawdą? W pamięci głównego bohatera pozostały fragmenty Nowego Jorku oraz wspomnienia pewnej kobiety (Olga Kurylenko), które wraz z biegiem fabuły złożą się w całość.

Efektowna bajeczka za 120 mln dolarów, z dobrym komercyjnym zwrotem + w roli drugoplanowej Morgan Freeman. Czego chcieć więcej? Ano choćby logiki - wiele faktów w tym filmie jest bardzo nielogicznych, nie zdradzę o co chodzi, ponieważ musiałbym rozpisać całą fabułę, ale wyraźnie widać, iż produkcja powstała dla mało dociekliwego widza. Co nie zmienia faktu, iż jest niesamowicie widowiskowa. Jednym zdaniem: superprodukcja z rysami pod powłoką. Nie mniej jednak przyjemnie się oglądało.

Ocena Civil.pl: 69%