Netflix

Netflix to amerykański serwis typu VOD założony w 1997 roku w Kalifornii. Serwis słynie z wielu własnych produkcji, przede wszystkim seriali oraz w mniejszym stopniu także filmów. Dostęp do zasobów jest możliwy po wykupieniu jednego z kilku dostępnych abonamentów. Na naszym blogu recenzujemy produkcje rodzime serwisu.

Ocena: 75 Always Be My Maybe

Nie jestem fanem gatunku komedii romantycznych, ale "Always Be My Maybe" stało się tak popularne, że postanowiłem sprawdzić jak wypada najnowszy rom-con ze stajni Netflixa. Produkcja stała się viralowa dzięki udziałowi Keanu Reevesa, na punkcie którego cały polski Internet ostatnio oszalał, za sprawą gry CD Projekt – Cyberpunk 2077, w której główny bohater grany i wzorowany jest na Keanu. Ale do rzeczy. "Always Be My Maybe" opowiada o Sashy Tran (Ali Wong) i Marcusie Kim (Randall Park), dzieciach mieszkających obok siebie gdzieś na przedmieściach San Francisco. Sasha i Marcus razem dorastali, a kiedy stali się nastolatkami zostali parą. Po wkroczeniu w dorosłość rozstali się jednak. Od tego momentu akcja filmu przesuwa się kilkanaście lat do przodu. W teraźniejszości Sasha Tran jest znaną szefową kuchni i celebrytką opływającą w luksusach podczas gdy Marcus stanął w miejscu, na co dzień pomaga ojcu prowadzić małą firmę montującą klimatyzację a po godzinach gra w garażowym zespole. Po latach dawna para wpada na siebie pół-przypadkiem. Czy dziecięca miłość może zostać rozpalona na nowo, mimo upływu czasu oraz czy mało ambitny i tchórzliwy monter klimatyzacji będzie pasował do ekscentrycznej szefowej kuchni? Na te pytania stara się odpowiedzieć ten film. Rolę drugoplanową gra Keanu Reeves, którego udział dodaje całej produkcji niesamowitego kolorytu.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ten film jest po prostu dobry. Nie jest to ckliwa romantyczna komedyjka dla nastolatek, a coś zrobionego z pomysłem. Ali Wong i Randall Park grają po prostu świetnie a ich kreacje są bardzo przekonywujące. Od wielu lat Netflix ma problem ze stworzeniem dobrej komedii, wszystkie jego filmy na ogół są płytkie i wykorzystują zgrane i popularne schematy. Odgrzewanie kotletów zapewne ma sens w VOD, gdzie widz i tak płaci abonament, więc trzeba mu zaserwować cokolwiek co uzupełni ofertę serialową. Tym razem jednak udało się wyjść poza pojęcie "czegokolwiek" i wyprodukować coś, czym można będzie pozyskać nowych abonentów a nie tylko zapchać czas starym i wiernym klientom.

Ocena Civil.pl: 75%

Ocena: 39 Wine Country (Gorzkie Wino)

Oryginalna produkcja Netflixa z udziałem Amy Poehler po obu stronach kamery. Grupa koleżanek, które przed laty pracowały w podrzędnej pizzerii postanawia się spotkać z okazji 50-urodzin jednej z nich – Rebecci (Rachel Dratch). Sześcioro kobiet udaje się do Napy, krainy wina gdzie wspólnie mają spędzić nieco dłuższy weekend. Organizatorka, Abby (Amy Poehler) zamierza zaplanować każdy szczegół imprezy, co już na starcie okazuje się być niewykonalne. Bagaż doświadczeń i problemów każdej z Pań wykracza poza ramy weekendowego spotkania. W rolach drugoplanowych w tym filmie występuj: Jason Schwartzman oraz Tina Fey.

Na wstępie muszę napomnieć, iż film ten nie leży całkowicie w moim guście. Opowieść o przygodach 50-latek podczas długiego weekendu została konkretnie zaadresowana do żeńskiego widza w średnim wieku. Ja sięgnąłem po tą pozycję, ze względu na uział Amy Poehler, która ma na koncie mnóstwo doskonałych komedii (jako aktorka, ponieważ w roli reżyserki ma skromny dorobek). Tym razem jednak kompletnie jej się nie udało. "Gorzkie Wino" to film nieśmieszny, traktujący o mocno wyimaginowanych problemach amerykańskiej klasy średniej, w średnim wieku. Nic mnie w tej opowieści nie wciągnęło. Rachel Dratch stworzyła jedną z najbardziej niewyraźnych postaci jakie miałem nieprzyjemność oglądać w ostatnich latach, nieco lepiej zaprezentowała się Maya Rudolph, charakterystyczna aktorka, dobrze odnajdująca się w komediach. Amy Poehler jak na siebie, w "Wine Country" wypada po prostu fatalnie. Ta amerykańska królowa komedii po raz pierwszy nie bawi a smuci. Nie znalazłem żadnych mocnych punktów tej produkcji Netflixa. Na niekorzyść przemawia fakt, że całość trwa 103 minuty, co w moim przypadku oznaczało konieczność 4-krotnego (!) podejścia do oglądania, po prostu nie byłem w stanie za jednym zamachem obejrzeć więcej niż 30 minut tej produkcji.

Ocena Civil.pl: 39%

Ocena: 81 The Blacklist (Season: 6) (Czarna lista)

Oglądam "The Blacklist" od dobrych kilku lat, uważając ten serial za jeden z lepszych kryminalnych. Dla tych co nie znają tego tytułu: serial traktuje o współpracy FBI z Raymondem Reddingtonem (genialna rola Jamesa Spadera), królem kryminalistów, który zdecydował się ujawnić listę najbardziej niebezpiecznych przestępców na świecie. Większość odcinków traktuje o (losowych) numerach z listy "Reda" i pracy FBI nad ich ujęciem. W pozostałych rolach występują: Megan Boone jako agentka FBI Elizabeth Keen, Diego Klattenhoff jako agent Ressler oraz Harry Lennix wcielający się w rolę Harolda Coopera, szefa tajnej jednostki FBI współpracującej z Reddingtonem.

W szóstym sezonie dużo się dzieje. Reddington zostaje oskarżony o zdradę i postawiony w stan oskarżenia (grozi mu kara śmierci). Podobnie jak w poprzednich sezonach, ujawniony zostaje kolejny element układanki dotyczący przeszłości głównego bohatera. Akcja koncentruje się także na spisku wokół prezydenta USA, dużo czasu poświęcone jest także Samar Navabi, agentce FBI (i Mossadu), w rolę tę wciela się Mozhan Marnò. Serial dalej trzyma bardzo wysoki poziom, co jest raczej rzadkie w obecnych czasach, kiedy to każdy kolejny sezon jest na ogół po prostu gorszy. "Czarna lista" to dalej bardzo solidna pozycja na mapie serialowej. W tym serialu każdy sezon jest dosyć podobnie skonstruowany, obok zwyczajnych odcinków koncentrujących się na poszczególnych kryminalistach z listy, są wydarzenia posuwające całą fabułę do przodu. Takimi małymi kroczkami, puzzelek po puzzelku fani tego serialu powoli mkną do "finału". Ja osobiście czekam na kolejny sezon i jestem ciekaw tego co scenarzyści jeszcze wymyślą. Ciężko mi powiedzieć cokolwiek złego o tym sezonie. Jeżeli ktoś jeszcze nie zaczął "The Blacklist" to myślę, że warto ten serial nadrobić. Wszystkie sezony są dostępne w streamingu między innymi na Netflix.

Ocena Civil.pl: 81%

Ocena: 82 Dead to Me (Season: 1) (Już nie żyjesz)

Serial oryginalny Netflixa opowiadający o losach Jen Harding (Christina Applegate), kobiecie w średnim wieku wychowującej dwóch dorastających synów, która niedawno owdowiała po tym jak jej mąż zginął potrącony przez nieznanego kierowcę. Jen bardzo przeżywa żałobę i kilka miesięcy po stracie zaczyna uczęszczać na grupę wsparcia prowadzonej przez lokalnego pastora. Podczas spotkań kobieta poznaje Judy Hale (Linda Cardellini) kobietę w średnim wieku, która utrzymuje że niedawno także owdowiała. Jen i Judy zaczynają się przyjaźnić. Tyle tylko można napisać o fabule by nie zdradzać ważnych szczegółów. W obsadzie głównej w tym serialu oglądamy jeszcze Jamesa Marsdena i Maxa Jenkinsa.

Ten czarny komediodramat składa się z 10 odcinków, trwających około pół godziny. Serial został stworzony przez Liz Feldman, która ma na swoim koncie między innymi bardzo kontrowersyjny sitcom "2 Broke Girls", który także oglądałem (no może poza ostatnim sezonem, który cały czas leży i czeka nadrobienie). "Dead to Me" jest świetnie zrobiony i przede wszystkim doskonale zagrany. Christina Applegate gra po prostu genialnie, podobnie Linda Cardellini. Dobrze wypada także James Marsden, wcielający się z bogatego playboya. To jednak co najbardziej może się w tym serialu podoba to świetna intryga i masa zwrotów akcji. Wszystko to jest okraszone wyrafinowanym, czarnym humorem. Całość została doskonale wyważona. Serial zebrał świetne oceny od widzów i krytyków. To jeden z lepszych seriali Netflixa ostatnimi czasy. Myślę, iż firma zdecyduje się na drugi sezon. I z wypiekami na twarzy będę czekał na kontynuację.

Ocena Civil.pl: 82%

Ocena: 80 Black Mirror: Bandersnatch

28 grudnia 2018 roku Netflix wypuścił kolejną część serii Black Mirror. Tym razem, zamiast porywającego odcinka serialu, widzowie "mierzą" się w filmem interaktywnym osadzonym w 1984 roku, w typowo brytyjskim klimacie. Jako, iż film ma kilka możliwych zakończeń, na początku skupię się na przedstawieniu zarysu podstawowej fabuły. Młody chłopak, Stefan Butler (Fionn Whitehead) to programista (z problemami), marzący o stworzeniu gry komputerowej "Bandersnatch". Z tym pomysłem i zamysłem, Stefan trafia do firmy komputerowej Tuckersoft, w której poznaje geniusza gier komputerowych, Colina Ritmana (Will Poulter) oraz ekscentrycznego, nastawionego na zysk właściciela &ndash Mohana Thakura (Asim Chaudhry), który proponuje mu pracę nad ukończeniem gry. Z tak, prozaicznie zarysowanego scenariusza powstaje interaktywny film, mający wiele zakończeń.

Jako, iż jestem fanem serii Black Mirror, podszedłem do "Bandersnatch" z należytą estymą. Pierwsze "podejście" zakończyło się niestety porażką, bo sama idea interaktywności pokierowała prowadzonego przeze mnie Stefana na manowce. Odczekałem kilka dni, poczytałem o produkcji i spróbowałem jeszcze raz, uzbrojony we wiedzę i kilka opracowań znalezionych na YouTube. Za drugim razem udało mi się trochę mocniej wgryźć w akcję i przejść przez kilka opracowanych przez twórców zakończeń. To pozwoliło i zrozumieć, iż "Bandersnatch" to doskonale zaprojektowany interaktywny film, skrywający w sobie wszystko to, co kochają fani "Czarnego Lustra". Wiele elementów tego filmu odwołuje się poprzednich części serii. A sam interaktywny film to kopalnia smaczków, które "dopominają" się wykopania. Moim zdaniem, trochę szkoda że w 2018 roku nie wyszła nowa seria "Czarnego Lustra", ale rekompensata w postaci "Bandersnatcha" stanowi niezłą osłodę.

Ocena Civil.pl: 80%