Netflix

Netflix to amerykański serwis typu VOD założony w 1997 roku w Kalifornii. Serwis słynie z wielu własnych produkcji, przede wszystkim seriali oraz w mniejszym stopniu także filmów. Dostęp do zasobów jest możliwy po wykupieniu jednego z kilku dostępnych abonamentów. Na naszym blogu recenzujemy produkcje rodzime serwisu.

Ocena: 36 Intrusion (Wtargnięcie)

"Intrusion" to amerykański thriller Netflixa, który zadebiutował na platformie we wrześniu 2021 roku. Małżeństwo z 12-letnim stażem, Meera (Freida Pinto) i Henry (Logan Marshall-Green) wprowadzają się do nowego, nowoczesnego i wielkiego domu na obrzeżach Corrales w Nowym Meksyku. Henry to z zawodu architekt, więc jego dom nie tylko świetnie wygląda, ale jest także funkcjonalny i urządzony ze smakiem. Wkrótce po wprowadzeniu się, małżeństwo pada ofiarą włamania a później ataku na nich samych. Tym razem nie jest to jednak film (pomimo tytułu) obrony domu przed bandą oprychów.

Nie o tym? To o czym? Nie zdradzając szczegółów fabuły, "Intrusion" to kolejny thriller taśmowo produkowany przez Netflix, któremu można sporo zarzucić. Naprawdę sporo, bo pomijając już słaby, pełny luk i przewidywalny scenariusz, to słabo się patrzy na Logana Marshalla-Greena i Freidę Pinto grających bez żadnego zaangażowania. Szczególnie w oczy rzuca się Marshall-Green, zdolny na co dzień aktor, który w tym filmie w zasadzie jest tak nijaki, że aż trudno go poznać. W ślad za tym wszystkim poszły słabe oceny na IMDb (5.2/10) i bardzo słabe od krytyków (zaledwie 23% pozytywnych not w Rotten Tomatoes). Netflix filmem tym znowu niejako udowodnił, że na platformie bardzo liczy się duży wybór dla klienta i bogata oferta, a jakość to sprawa drugorzędna. Trudno się jednak temu dziwić, gigant VOD zdobywa rynek swoimi kultowymi serialami i filmowymi superprodukcjami, film taki jak "Intrusion" to zapychacz, mimo to przyjemniej by było, gdyby nawet takie poboczne produkcje, były przynajmniej o jedną klasę lepszą. Realia są jednak takie, że przy takiej skali działalności nie da się uniknąć wpadek.

Ocena Civil.pl: 36%

Ocena: 75 I onde dager (Złe dni)

"I onde dager" to norweska produkcja własna Netflixa, która zadebiutowała na platformie w połowie października 2021 roku. Lisa (Noomi Rapace) i Lars (Aksel Hennie) to dysfunkcyjne małżeństwo, które na weekend udaje się do domku nad jeziorem. Bynajmniej nie po to by ratować związek, każde z małżonków jedzie z planem zamordowania partnera. Na miejscu, próbując realizować swoje zamiary, para wpada jednak w kłopoty i musi ze sobą współpracować by przeżyć.

Film łączy w sobie kilka gatunków, jest jednocześnie komedią, horrorem i filmem akcji, z typową skandynawską fantazją. Na wstępie trzeba dodać, że reżyserowi i współscenarzyście Tommy'emu Wirkoli udało się genialny sposób połączyć te kilka gatunków i stworzyć prawdziwą perełkę. "I onde dager" spodobał się widzom (obecna ocena w IMDb balansuje w okolicach siedmiu oczek), choć sam film nie bije rekordów popularności. Na pewno trzeba docenić grę aktorską, Noomi Rapace poza wieloma występami w międzynarodowych produkcjach, w ostatnich latach pojawia się także w skandynawskich filmach (poza tym filmem, wystąpiła niedawno także w islandzkim "Lamb") i nie musi się ograniczać tylko do szwedzkich, bowiem biegle włada wszystkimi skandynawskimi językami: duńskim, norweskim i islandzkim. Choć języki te są do siebie podobne (no może poza islandzkim) to jednak osiągnięcie biegłości w całym komplecie budzi podziw. Podziw budzi także warsztat aktorski Rapace, bo w tym filmie jak zwykle jest świetna. Ciekawe ją uzupełnia Norweg Aksel Hennie, wcielający się w jej męża. "I onde dager" ogląda się bardzo przyjemnie, to na pewno jedna z lepszych produkcji własnych Netflixa, moim zdaniem spodoba się nie tylko miłośnikom skandynawskiego kina.

Ocena Civil.pl: 75%

Ocena: 51 A Classic Horror Story (Klasyczny horror)

Włoski horror dystrybuowany przez Netflix. Grupa osób podróżująca kamperem w ramach carpoolingu (rodzaj wspólnych przejazdów, w których podróżni się nie znają i zapisują się na kurs przez Internet) na południu Włoch gubi się w lesie, w pobliżu tajemniczego domku na uboczu. No i w zasadzie tyle można napisać o fabule, bo dalej wiadomo o co chodzi. Główną rolę w tym filmie gra włoska aktorka i modelka Matilda Lutz (a właściwie Matilda Anna Ingrid Lutz).

Film zadebiutował na Netflixie 14 lipca i spotkał się ze słabymi ocenami ze strony widzów (obecnie 5.7/10 w IMDb). Abstrahując od samej fabuły, która siliła się na bycie oryginalną, "A Classic Horror Story" to film słaby pod kilkoma względami. Po pierwsze nieco śmieszy delikatne naśladowanie motywów kina Tarantino, gdyby się nie umie kopiować mistrza, lepiej tego nie robić. Po drugie balansowanie pomiędzy kinem gore a filmem survivalowym, w wydaniu włoskiego lasu na południu tego kraju wydaje się być zbyt abstrakcyjne. Wreszcie po trzecie, nie pisząc ani słowa o zakończeniu, mogłoby ono być lepsze a przynajmniej lepiej przemyślane. Szkoda, że Matilda Anna Ingrid Lutz choć ma na koncie międzynarodowe występy poza produkcjami włoskimi, na ten moment nie ma jeszcze w swoim dorobku filmu, który dałby jej prawdziwą rozpoznawalność. Szkoda, bo kamera ją lubi i Włoszka swoją urodą mogłaby przyćmić wiele hollywoodzkich sław. "A Classic Horror Story" można oczywiście obejrzeć na Netflixie. Czy warto? Moim zdaniem niekoniecznie, zważywszy że zaraz jesień i pojawią się o wiele lepsze propozycje na platformach VOD.

Ocena Civil.pl: 51%

Ocena: 62 Fear Street: 1994

"Fear Street: 1994" to pierwsza część trylogii opartej na książkach R. L. Stine'a. Produkcja Netflixa zadebiutowała na platformie wczesnym latem 2021 roku. Horror opowiada o grupce młodzieży zamieszkałej w miejscowości "słynącej z morderstw" – Shadyshade. Akcja filmu rozpoczyna się od morderstwa w centrum handlowym, dokonanym przez zwyczajnego chłopaka "z sąsiedztwa", który masakruje swoją dziewczynę oraz przypadkowe osoby. Główni bohaterowie Deena (Kiana Madeira), jej brat Josh (Benjamin Flores Jr.), Sam (Olivia Scott Welch) oraz ich przyjaciele znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, po tym jak "zadzierają" ze złowrogą siłą powiązaną z krwawą legendą.

Produkcja ta jest dosyć ciężka w ocenie z kilku powodów o których za chwilę. Zacznę może od tego, że film spodobał się widzom (obecna ocena w IMDb to 6.2/10) oraz krytykom (83% pozytywne oceny zagregowane w Rotten Tomatoes spośród 103 opinii). Autor oryginalnej serii Fear Street, R. L. Stine to pisarz urodzony w latach 40-tych a pierwsza seria książek została wydana w latach 1989-1999. Mając taki podkład literacki, scenarzyści i reżyser bardzo chcieli oddać w swoim filmie jak najwięcej z ducha lat 90-tych. Tak bardzo chcieli, że aż trochę przesadzili, bowiem w filmie trochę za dużo umieszczono muzyki "z epoki" i zbytnio skupiono się na gadżetach z tamtych lat. Pomijając jednak to, produkcja w trochę ekwilibrystyczny balansuje pomiędzy wieloma gatunkami horrorów, będąc jednocześnie chwilami filmem dla nastolatków, by za chwilę epatować naprawdę mocnymi scenami gore. Nie mniej "Fear Street: 1994" to horror mocno wpisujący się w profil Netflixa, dostarczający rozrywki widzom o trochę silniejszych nerwach. Nie mniej jednak nie jest to film wybitny, aczkolwiek dobrze wyprofilowany i przyciągają zainteresowanie. Do obejrzenia mam jeszcze pozostałe dwie części i jestem delikatnie zainteresowany tym jak ta historia "pobiegnie dalej".

Ocena Civil.pl: 62%

Ocena: 40 Awake (Gdy sen nie nadchodzi)

Produkcja własna Netflixa. Na Ziemi ma miejsce tajemnicze zdarzenie podczas którego urządzenia elektroniczne odmawiają posłuszeństwa a ludzie tracą zdolność snu. Była żołnierka Jill (Gina Rodriguez) orientuje się, iż jej córka Matilda (Ariana Greenblatt) dalej może spać, w przeciwieństwie do brata o imieniu Noah i reszty ludzkości. Jill na własną rękę stara się ocalić córkę, by ta nie stała się królikiem doświadczalnym, jednocześnie na własną rękę próbując "wyjaśnić sytuację" w pogrążającym się w chaosie świecie. Role drugoplanowe w tym filmie grają między innymi: Jennifer Jason Leigh i Barry Pepper.

"Awake" choć z pozoru opowiada ciekawą historię, spotkał się ze złymi ocenami od widzów (ledwie 4.9/10 w IMDb) i krytyków (obecnie 27% pozytywów zagregowanych w Rotten Tomatoes). Dlaczego? Powodów tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Przede wszystkim film stwarza wrażenie bardzo chaotycznego, nie angażująca widza w utopijną wizję świata, w którym ludzie "przestali spać". Do tego dochodzi bardzo słaby scenariusz oraz masa niedopracowanych i nieprzemyślanych scen. Całość choć trwa zaledwie 96 minut, przypomina zlepek kilku filmów z których żaden nie jest dobry. Wszystko to smuci, bo czytając zapowiedzi tego filmu spodziewałem się "czegoś mocnego", a powstał pospolity "zapychacz" oferty o bardzo przeciętnej jakości. "Awake" rozczarowuje i marnuje dobry pomysł na scenariusz. Odnośnie obsady też niewiele dobrego da się napisać, żadna z ról nie przykuwa szczególnej uwagi

Ocena Civil.pl: 40%