Netflix

Netflix to amerykański serwis typu VOD założony w 1997 roku w Kalifornii. Serwis słynie z wielu własnych produkcji, przede wszystkim seriali oraz w mniejszym stopniu także filmów. Dostęp do zasobów jest możliwy po wykupieniu jednego z kilku dostępnych abonamentów. Na naszym blogu recenzujemy produkcje rodzime serwisu.

Ocena: 21 Brazen (Bez Wahania)

"Brazen" to jedna z najnowszych produkcji własnych Netflixa oparta na powieści Nory Roberts. Grace (Alyssa Milano) poczytna pisarka kryminałów w średnim wieku, odwiedza swoją dawno niewidzianą siostrę Kathleen (miejscową nauczycielkę, prowadzącą podwójne życie). Główna bohaterka poznaje także sąsiada siostry, policjanta Eda (Sam Page), z którym z miejsca umawia się na randkę. Po powrocie z towarzyskiego spotkania, Grace odkrywa że jej siostra została zamordowana. Sąsiad Ed i jego partner Ben (Malachi Weir) rozpoczynają śledztwo, a Grace uważająca się za eksperta w dziedzinie motywów zabójstw, postanawia pomóc rozwikłać zagadkę.

To prawda, że Netflixowi zdarzają się filmy poniżej krytyki, jednak "Brazen" zaskakuje negatywnie nawet jak się miało bardzo małe oczekiwania. Film rozpoczyna się jak typowy kanadyjski thriller klasy C, jednak im bardziej się rozkręca tym bardziej jest absurdalny. Sztuczna gra aktorska, beznadziejna kreacja Alyssy Milano, która miesza nastrój żałoby po utracie siostry z podekscytowaniem podczas pracy nad rozwiązaniem zagadki jej morderstwa. Do tego dochodzą absurdalne sceny, jak choćby ta z początku filmu, w której główny bohater Ed, jest świadkiem i potencjalną ofiarą rozboju w sklepie, jednak twórcy filmu przedstawiają tę sytuację tak jakby w USA rozboje były tak oczywiste, że można je przedstawić w formie żartu. Dawno nie widziałem tak słabego thrillera, w dodatku źle zrobionego, nietrzymającego w jakimkolwiek napięciu. Fatalny film, który na szczęście szybko przestał być promowany w aplikacji Netflixa. Skrajnie nie polecam.

Ocena Civil.pl: 21%

Ocena: 73 Don't Look Up (Nie patrz w górę)

Netflix co roku w okolicy Świąt Bożego Narodzenia wypuszcza superprodukcję, w poprzednich latach "stawiał" na filmy akcji, w tym roku jednak zdecydował się na czarną komedię w gwiazdorskiej obsadzie. Dwójka niedocenianych astronomów: Kate Dibiasky (Jennifer Lawrence) i Dr Randall Mindy (Leonardo DiCaprio) odkrywają, że za pół roku w Ziemię uderzy olbrzymia kometa, która spowoduje zagładę planety. Swoim odkryciem dzielą się z prezydent USA (w tej roli świetna Meryl Streep), jednak Biały Dom nie wydaje się być zainteresowany tematem co zmusza bohaterów do odbycia touru w mediach. Kate i Randall goszczą w popularnym programie informacyjnym prowadzonym przez Brie Evantee (Cate Blanchett) i Jack Bremmera (Tyler Perry), jednak nawet media nie interesują się rychłym końcem świata i wolą rozmawiać o piosenkarce Riley Binie (w tej roli Ariana Grande). W rezultacie światowi liderzy tracą czas na walkę ze śmiertelnym zagrożeniem, orientując się w powadze sytuacji zbyt późno.

Film stanowi satyrę dzisiejszych czasów, zdominowanych przez koncerny (w filmie sparodiowano lidera branży komórkowej, który rządzi samą prezydent USA), social media i ludzi ogłupionych medialną papką. Film Adama McKaya (będącego zarówno reżyserem jak i scenarzystą) zmusza do myślenia i gorzki sposób komentuje dzisiejszą rzeczywistość, w której liczy się pieniądz i sława a nie wyższe wartości. Obraz trwa ponad 2 godziny i oprócz już wymienionych gwiazd występują w nim między innymi: Rob Morgan, Jonah Hill, Scott Mescudi, Melanie Lynskey czy Ron Perlman. Budżet produkcji wyniósł 75 mln dolarów, co oczywiście wydaje się być realną kwotą zważywszy na listę aktorów. Netflix "Don't look up" włożył trochę kij w mrowisko, bo firma sama jest wielką korporacją, uzależniającą ludzi od swoich produkcji i seriali, więc film można też odbierać jako autosatyrę. Nie mniej jednak dobrze, że tym razem gigant VOD zamiast inwestować grube pieniądze w kolejną "strzelankę" postanowił zmusić swoich widzów do nieco refleksji. Moim zdaniem to dobry krok. Amazon przygotował równie refleksyjny film pt. "Being the Ricardos" opowiadający o życiu Lucilli Ball z Nicole Kidman i Javier Bardem, jeszcze nie widziałem tego filmu, ale już teraz widać, że to Netflixowi udało się bardziej zainteresować widzów swoją świąteczną superprodukcją.

Ocena Civil.pl: 73%

Ocena: 36 Intrusion (Wtargnięcie)

"Intrusion" to amerykański thriller Netflixa, który zadebiutował na platformie we wrześniu 2021 roku. Małżeństwo z 12-letnim stażem, Meera (Freida Pinto) i Henry (Logan Marshall-Green) wprowadzają się do nowego, nowoczesnego i wielkiego domu na obrzeżach Corrales w Nowym Meksyku. Henry to z zawodu architekt, więc jego dom nie tylko świetnie wygląda, ale jest także funkcjonalny i urządzony ze smakiem. Wkrótce po wprowadzeniu się, małżeństwo pada ofiarą włamania a później ataku na nich samych. Tym razem nie jest to jednak film (pomimo tytułu) obrony domu przed bandą oprychów.

Nie o tym? To o czym? Nie zdradzając szczegółów fabuły, "Intrusion" to kolejny thriller taśmowo produkowany przez Netflix, któremu można sporo zarzucić. Naprawdę sporo, bo pomijając już słaby, pełny luk i przewidywalny scenariusz, to słabo się patrzy na Logana Marshalla-Greena i Freidę Pinto grających bez żadnego zaangażowania. Szczególnie w oczy rzuca się Marshall-Green, zdolny na co dzień aktor, który w tym filmie w zasadzie jest tak nijaki, że aż trudno go poznać. W ślad za tym wszystkim poszły słabe oceny na IMDb (5.2/10) i bardzo słabe od krytyków (zaledwie 23% pozytywnych not w Rotten Tomatoes). Netflix filmem tym znowu niejako udowodnił, że na platformie bardzo liczy się duży wybór dla klienta i bogata oferta, a jakość to sprawa drugorzędna. Trudno się jednak temu dziwić, gigant VOD zdobywa rynek swoimi kultowymi serialami i filmowymi superprodukcjami, film taki jak "Intrusion" to zapychacz, mimo to przyjemniej by było, gdyby nawet takie poboczne produkcje, były przynajmniej o jedną klasę lepszą. Realia są jednak takie, że przy takiej skali działalności nie da się uniknąć wpadek.

Ocena Civil.pl: 36%

Ocena: 75 I onde dager (Złe dni)

"I onde dager" to norweska produkcja własna Netflixa, która zadebiutowała na platformie w połowie października 2021 roku. Lisa (Noomi Rapace) i Lars (Aksel Hennie) to dysfunkcyjne małżeństwo, które na weekend udaje się do domku nad jeziorem. Bynajmniej nie po to by ratować związek, każde z małżonków jedzie z planem zamordowania partnera. Na miejscu, próbując realizować swoje zamiary, para wpada jednak w kłopoty i musi ze sobą współpracować by przeżyć.

Film łączy w sobie kilka gatunków, jest jednocześnie komedią, horrorem i filmem akcji, z typową skandynawską fantazją. Na wstępie trzeba dodać, że reżyserowi i współscenarzyście Tommy'emu Wirkoli udało się genialny sposób połączyć te kilka gatunków i stworzyć prawdziwą perełkę. "I onde dager" spodobał się widzom (obecna ocena w IMDb balansuje w okolicach siedmiu oczek), choć sam film nie bije rekordów popularności. Na pewno trzeba docenić grę aktorską, Noomi Rapace poza wieloma występami w międzynarodowych produkcjach, w ostatnich latach pojawia się także w skandynawskich filmach (poza tym filmem, wystąpiła niedawno także w islandzkim "Lamb") i nie musi się ograniczać tylko do szwedzkich, bowiem biegle włada wszystkimi skandynawskimi językami: duńskim, norweskim i islandzkim. Choć języki te są do siebie podobne (no może poza islandzkim) to jednak osiągnięcie biegłości w całym komplecie budzi podziw. Podziw budzi także warsztat aktorski Rapace, bo w tym filmie jak zwykle jest świetna. Ciekawe ją uzupełnia Norweg Aksel Hennie, wcielający się w jej męża. "I onde dager" ogląda się bardzo przyjemnie, to na pewno jedna z lepszych produkcji własnych Netflixa, moim zdaniem spodoba się nie tylko miłośnikom skandynawskiego kina.

Ocena Civil.pl: 75%

Ocena: 51 A Classic Horror Story (Klasyczny horror)

Włoski horror dystrybuowany przez Netflix. Grupa osób podróżująca kamperem w ramach carpoolingu (rodzaj wspólnych przejazdów, w których podróżni się nie znają i zapisują się na kurs przez Internet) na południu Włoch gubi się w lesie, w pobliżu tajemniczego domku na uboczu. No i w zasadzie tyle można napisać o fabule, bo dalej wiadomo o co chodzi. Główną rolę w tym filmie gra włoska aktorka i modelka Matilda Lutz (a właściwie Matilda Anna Ingrid Lutz).

Film zadebiutował na Netflixie 14 lipca i spotkał się ze słabymi ocenami ze strony widzów (obecnie 5.7/10 w IMDb). Abstrahując od samej fabuły, która siliła się na bycie oryginalną, "A Classic Horror Story" to film słaby pod kilkoma względami. Po pierwsze nieco śmieszy delikatne naśladowanie motywów kina Tarantino, gdyby się nie umie kopiować mistrza, lepiej tego nie robić. Po drugie balansowanie pomiędzy kinem gore a filmem survivalowym, w wydaniu włoskiego lasu na południu tego kraju wydaje się być zbyt abstrakcyjne. Wreszcie po trzecie, nie pisząc ani słowa o zakończeniu, mogłoby ono być lepsze a przynajmniej lepiej przemyślane. Szkoda, że Matilda Anna Ingrid Lutz choć ma na koncie międzynarodowe występy poza produkcjami włoskimi, na ten moment nie ma jeszcze w swoim dorobku filmu, który dałby jej prawdziwą rozpoznawalność. Szkoda, bo kamera ją lubi i Włoszka swoją urodą mogłaby przyćmić wiele hollywoodzkich sław. "A Classic Horror Story" można oczywiście obejrzeć na Netflixie. Czy warto? Moim zdaniem niekoniecznie, zważywszy że zaraz jesień i pojawią się o wiele lepsze propozycje na platformach VOD.

Ocena Civil.pl: 51%