Netflix

Netflix to amerykański serwis typu VOD założony w 1997 roku w Kalifornii. Serwis słynie z wielu własnych produkcji, przede wszystkim seriali oraz w mniejszym stopniu także filmów. Dostęp do zasobów jest możliwy po wykupieniu jednego z kilku dostępnych abonamentów. Na naszym blogu recenzujemy produkcje rodzime serwisu.

Ocena: 60 Król zycia

Edward (Robert Więckiewicz) to mężczyzna w średnim wieku mieszkający z żoną Normą (Magdalena Popławska) i kilkuletnią córką w jednym z typowych warszawskich mieszkań średniej klasy. Na co dzień Edward pracuje w korporacji i nienawidzi swojej pracy, codziennie się w niej męczy i marzy o tym by ją rzucić. Zestresowany Edward zaniedbuje swoje relacje rodzinne, żyjąc na co dzień w pośpiechu i zmagając się z rzeczywistością. Wszystko się zmienia po tym jak Edward uderza się mocno w głowę po wypadku samochodowym. Po miesiącu w śpiączce główny bohater zmienia całkowicie nastawienie do życia, stając się całkowicie innym człowiekiem: otwartym, wesołym, cieszącym się z małych rzeczy, dostrzegającym piękno w codziennych sprawach. Tracąc po wypadku pracę, Edward zostaje bezrobotnym, ale nawet to nie przeszkadza mu cieszyć się z życia. Pełny energii spotyka swojego kolegę z dzieciństwa, Kapsla (Bartłomiej Topa), który od lat cierpi z powodu alkoholizmu. Edward postanawia mu pomóc wyjść z nałogu.

Film jakiś czas temu pojawił się w ofercie Netflixa, który od pewnego czasu wykupuje licencje na popularne polskie produkcje. Korzystając ze sposobności, nadrabiam delikatnie zaległości w polskim kinie. "Król życia" to film z pozytywnym przesłaniem, jednakże mający kilka poważnych mankamentów. Po pierwsze sama historia mnie nie wciągnęła, opowieść o korpoludku który w wyniku wypadku zamiast stresować się w openspace w jakieś warszawskiej firmie "odkrywa się na nowo" jeżdżąc bez celu windą i nadrabiając czas z żoną i córką raczej porywająca nie jest. Drugi ważny minus to wmieszany wątek Kapsla, którego historia została jakby wkomponowana w całość na siłę, aby rozepchać czas trwania filmu. Trochę tak to wygląda, jakby scenarzyści mieli pomysł na 60 minut filmu a reszta została dorobiona na kolanie. Dużym za to plusem jest świetna (jak zwykle) gra Roberta Więckiewicza, który po prostu jest w dobry w tym co robi i kropka. "Król życia" to polski komediodramat, który zebrał bardzo przeciętne oceny, zarówno w IMDB jak i na Filmwebie. I taka właśnie jest ta produkcja, niezapadająca w pamięć ani w historię polskiego kina.

Ocena Civil.pl: 60%

Ocena: 60 Murder Mystery (Zabójczy Rejs)

Nick (Adam Sandler) i Audrey (Jennifer Aniston) Spitzowie to para Nowojorczyków udająca się w zaległą podróż poślubną do Europy (po 15 latach małżeństwa...). Na co dzień Nick pracuje jako policjant i okłamuję żonę jakoby miał być detektywem, podczas Audrey trudni się fryzjerstwem. Podczas lotu do Europy Amerykanie spotykają Charlesa Cavendisha (Luke Evans), bogatego Brytyjczyka (alkoholika). Podpity Charles, w porywach fantazji zaprasza parę na jacht swojego wujka, Malcolma Quince'a. Po wahaniach Amerykanie przyjmują zaproszenie i rozpoczynają podróż statkiem wraz z tabunem bogaczy, do których kompletnie nie pasują. Wzorem amerykańskich odpowiedników naszych rodzimych Januszy, Nick i Audrey postanawiają wykorzystać pobyt na jachcie by pomieszkać w luksusowych warunkach i się dobrze najeść. Podczas pierwszej uroczystej kolacji zostaje zamordowany gospodarz. Para Amerykanów mimowolnie zostaje wmieszana w kryminalną intrygę, w której z upływem czasu jest coraz więcej ofiar. Ważne role w tym filmie grają jeszcze między innymi: Gemma Arterton i Dany Boon.

Film bez wątpienia jest hitem, ponieważ wg doniesień mediów, w niecały tydzień po jego emisji obejrzało go ponad 30 mln widzów. Gdyby ci ludzie zamiast VOD, poszliby na produkcję do kina, to "Zabójczy Rejs" już teraz byłby kasowym hitem. Przy średniej cenie amerykańskiego biletu do kina (12 dolarów), film po tygodniu miałby na koncie 360 mln zarobionych dolarów... Mimo to Netflix ma powody do triumfu, ponieważ na pewno popularność tego jednego filmu wpłynęła na sprzedaż wielu nowych abonamentów na całym świecie. Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że ta popularność nie wynika z fabuły, ale głównie z jednego nazwiska – Jennifer Aniston. Popularna i lubiana, a przez wielu uważana za kultową (za sprawą roli w "Przyjaciołach") aktorka dalej pomimo upływu lat czaruje widzów po obu stronach Oceanu Atlantyckiego. Niestety "Murder Mystery" to mocno przeciętna komedia kryminalna, niewnosząca niczego ożywczego. Bardzo słabo oceniona przez krytyków (35% pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes), ale w miarę przyzwoicie przez widzów (6.1 w serwisie IMDB). Niemniej jednak mamy wakacje, więc lekka komedia z ciekawymi aktorami, osadzona w europejskich plenerach będzie dobrą propozycją dla każdego widza mającego dostęp do Netflixa.

Ocena Civil.pl: 60%

Ocena: 55 Black Mirror (Czarne Lustro)

Kultowa brytyjska seria (odkupiona w pewnym momencie przez Netflixa) "Czarne lustro" doczekała się piątego sezonu. Dla tych co nie znają tego formatu: serial opowiada o zagrożeniach związanych z nowoczesną technologią, akcja ma miejsce albo w czasach współczesnych albo w niedalekiej przyszłości a każdy odcinek opowiada inną historię i inni aktorzy w nim występują. Najnowszy piąty sezon zadebiutował 5 czerwca i składa się tylko z 3 odcinków (czwarty sezon posiadał ich aż sześć). Zakreślę fabułę poszczególnych odcinków: "Striking Vipers" (z udziałem Anthony'ego Mackie) opowiada o dwóch kolegach w średnim wieku, którzy przed laty mieszkając razem grywali w bijatykę "Striking Vipers". Po 11 latach Karl wręcza swojemu koledze Danny'emu nową wersję gry, wykorzystującą VR (w nowoczesnym wydaniu, polegającym na tym że gracze za pomocą specjalnego chipa są przenoszeni do wirtualnej rzeczywistości. Podczas gry, panowie zamiast walczyć rozpoczynają ze sobą wirtualny romans, wpływający na "realne" życie ich obu. W drugim z odcinków: "Smithereens" główny bohater koczuje przed wymienioną w tytule firmą w Londynie (będącą odpowiednikiem Facebooka), po to by porwać jednego z ważniejszych pracowników ... by wymusić szantażem możliwość porozmawiania z założycielem platformy, Billym Bauerem (postać wzorowana na Marku Zuckerberg). Trzeci odcinek: "Rachel, Jack and Ashley Too" opowiada o piosenkarce Ashley O (Miley Cyrus), która wypuszcza na rynek interaktywną lalkę, będącą jej kopią. Lalka trafia między innymi do dwóch nastoletnich sióstr: Jack i Rachel. Dzięki "przerobieniu" zabawki dziewczynom udaje się natrafić na spisek zagrażający głównej bohaterce.

Podobnie jak większość widzów, jestem bardzo krytyczny względem tej serii. Wszystkie trzy odcinki są poniżej poziomu, do którego przyzwyczaiła nas seria. Moim zdaniem najgorszy jest "Striking Vipers" opowiadający o rozterkach seksualnych dorosłych mężczyzn, pochłoniętych grą video. "Rachel, Jack and Ashley Too" całkowicie nie pasuje do serii i odbieram go jako swoisty pastisz "Czarnego Lustra". Najlepszy odcinek tej serii to utrzymywany w brytyjskim stylu "Smithereens", który nieźle się zapowiada, lecz z każdą kolejną minutą traci potencjał, kończąc się całkowicie bez sensu. Moim zdaniem piąty sezon "Black Mirror" wypada przemilczeć. Netflix zamiast dostarczyć porządny materiał, postanowił odciąć kupony dostarczając widzom wyrób wybrakowany. Oby szósta seria wróciła na właściwe tory.

Ocena Civil.pl: 55%

Ocena: 75 Always Be My Maybe

Nie jestem fanem gatunku komedii romantycznych, ale "Always Be My Maybe" stało się tak popularne, że postanowiłem sprawdzić jak wypada najnowszy rom-con ze stajni Netflixa. Produkcja stała się viralowa dzięki udziałowi Keanu Reevesa, na punkcie którego cały polski Internet ostatnio oszalał, za sprawą gry CD Projekt – Cyberpunk 2077, w której główny bohater grany i wzorowany jest na Keanu. Ale do rzeczy. "Always Be My Maybe" opowiada o Sashy Tran (Ali Wong) i Marcusie Kim (Randall Park), dzieciach mieszkających obok siebie gdzieś na przedmieściach San Francisco. Sasha i Marcus razem dorastali, a kiedy stali się nastolatkami zostali parą. Po wkroczeniu w dorosłość rozstali się jednak. Od tego momentu akcja filmu przesuwa się kilkanaście lat do przodu. W teraźniejszości Sasha Tran jest znaną szefową kuchni i celebrytką opływającą w luksusach podczas gdy Marcus stanął w miejscu, na co dzień pomaga ojcu prowadzić małą firmę montującą klimatyzację a po godzinach gra w garażowym zespole. Po latach dawna para wpada na siebie pół-przypadkiem. Czy dziecięca miłość może zostać rozpalona na nowo, mimo upływu czasu oraz czy mało ambitny i tchórzliwy monter klimatyzacji będzie pasował do ekscentrycznej szefowej kuchni? Na te pytania stara się odpowiedzieć ten film. Rolę drugoplanową gra Keanu Reeves, którego udział dodaje całej produkcji niesamowitego kolorytu.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ten film jest po prostu dobry. Nie jest to ckliwa romantyczna komedyjka dla nastolatek, a coś zrobionego z pomysłem. Ali Wong i Randall Park grają po prostu świetnie a ich kreacje są bardzo przekonywujące. Od wielu lat Netflix ma problem ze stworzeniem dobrej komedii, wszystkie jego filmy na ogół są płytkie i wykorzystują zgrane i popularne schematy. Odgrzewanie kotletów zapewne ma sens w VOD, gdzie widz i tak płaci abonament, więc trzeba mu zaserwować cokolwiek co uzupełni ofertę serialową. Tym razem jednak udało się wyjść poza pojęcie "czegokolwiek" i wyprodukować coś, czym można będzie pozyskać nowych abonentów a nie tylko zapchać czas starym i wiernym klientom.

Ocena Civil.pl: 75%

Ocena: 39 Wine Country (Gorzkie Wino)

Oryginalna produkcja Netflixa z udziałem Amy Poehler po obu stronach kamery. Grupa koleżanek, które przed laty pracowały w podrzędnej pizzerii postanawia się spotkać z okazji 50-urodzin jednej z nich – Rebecci (Rachel Dratch). Sześcioro kobiet udaje się do Napy, krainy wina gdzie wspólnie mają spędzić nieco dłuższy weekend. Organizatorka, Abby (Amy Poehler) zamierza zaplanować każdy szczegół imprezy, co już na starcie okazuje się być niewykonalne. Bagaż doświadczeń i problemów każdej z Pań wykracza poza ramy weekendowego spotkania. W rolach drugoplanowych w tym filmie występuj: Jason Schwartzman oraz Tina Fey.

Na wstępie muszę napomnieć, iż film ten nie leży całkowicie w moim guście. Opowieść o przygodach 50-latek podczas długiego weekendu została konkretnie zaadresowana do żeńskiego widza w średnim wieku. Ja sięgnąłem po tą pozycję, ze względu na uział Amy Poehler, która ma na koncie mnóstwo doskonałych komedii (jako aktorka, ponieważ w roli reżyserki ma skromny dorobek). Tym razem jednak kompletnie jej się nie udało. "Gorzkie Wino" to film nieśmieszny, traktujący o mocno wyimaginowanych problemach amerykańskiej klasy średniej, w średnim wieku. Nic mnie w tej opowieści nie wciągnęło. Rachel Dratch stworzyła jedną z najbardziej niewyraźnych postaci jakie miałem nieprzyjemność oglądać w ostatnich latach, nieco lepiej zaprezentowała się Maya Rudolph, charakterystyczna aktorka, dobrze odnajdująca się w komediach. Amy Poehler jak na siebie, w "Wine Country" wypada po prostu fatalnie. Ta amerykańska królowa komedii po raz pierwszy nie bawi a smuci. Nie znalazłem żadnych mocnych punktów tej produkcji Netflixa. Na niekorzyść przemawia fakt, że całość trwa 103 minuty, co w moim przypadku oznaczało konieczność 4-krotnego (!) podejścia do oglądania, po prostu nie byłem w stanie za jednym zamachem obejrzeć więcej niż 30 minut tej produkcji.

Ocena Civil.pl: 39%