kryminał
Recenzje filmowe kryminałów opisują przede wszystkim pomysł i jego wykonanie. Niezależnie od tego czy film jest ekranizacją książki czy oryginalnym pomysłem, bardzo ważne jest utrzymanie napięcia i tajemniczości do samego końca.
Recenzje filmowe kryminałów opisują przede wszystkim pomysł i jego wykonanie. Niezależnie od tego czy film jest ekranizacją książki czy oryginalnym pomysłem, bardzo ważne jest utrzymanie napięcia i tajemniczości do samego końca.
Ray Archer (Al Pacino) to emerytowany policjant wydziału zabójstw, który wraca do pracy po tym jak zostaje poproszony przez swojego kolegę Willa Ruineya (Karl Urban) o pomoc w rozwikłaniu serii morderstw. Detektywom towarzyszy lokalna dziennikarka o imieniu Christi (Brittany Snow), pisząca o pracy policji. Tytułowy Wisielec (polski tytuł tego filmu to "M jak morderca") zostawia na każdej ofierze literę mającą złożyć się na hasło, w myśl popularnej gry, w której podanie nieprawidłowej litery powoduje dorysowanie fragmentu szubienicy. Detektywi i dziennikarka muszą rozwikłać zagadkę zanim zginą kolejne osoby.
Na początek mała pochwała. Twórcy starali się, by ten film wyglądał jak klasyczne thrillery z epoki VHS. Konwencja dwóch zdolnych detektywów (z różnych pokoleń) kontra przebiegły, seryjny morderca została już wykorzystana bardzo wiele razy. Mi tego typu filmy kojarzą się głównie z kasetami VHS i początkiem ery wypożyczalni DVD, kiedy to można było sobie pożyczyć tego typu kryminały. Obecnie w erze VOD takie produkcje jak widać także się pojawiają... Niestety "M jak morderca" to produkcja fatalna. Dlaczego? Groteskowo budowane napięcie, masa nielogiczności, wcale niewciągająca intryga – to tylko niektóre wady tego filmu. Już po pierwszych piętnastu minutach seansu wiedziałem, że bardzo ciężko będzie obejrzeć tę produkcję do końca. Z każdą kolejną minutą było coraz gorzej. Twórcy tego filmu w zasadzie napisali tutorial "jak nie robić kryminałów – studium przypadków". Wszystko co można było tutaj zepsuć w zasadzie zostało zepsute. Fani Ala Pacino czy Karla Urbana mogą co najwyżej zgrzytać zębami oglądając tych dobrych i popularnych aktorów w takiej szmirze.
Ocena Civil.pl: 23%
"Dług" po raz pierwszy oglądałem kilka dobrych lat temu, niedawno jednak miałem okazję wrócić do tego filmu, stąd też chciałem napisać recenzje, jednego z najlepszych polskich filmów wszech czasów. Dzieło Krzysztofa Krauzego oparte jest na faktach i opowiada historię dwóch młodych biznesmenach nękanych przez sadystycznego gangstera. Akcja filmu ma miejsce w latach 90-tych, czyli w czasach rozkwitu polskiego kapitalizmu, gdzie społeczeństwo po 45 latach PRLu powoli dopiero uczyło się funkcjonować w gospodarce wolnorynkowej. Adam (Robert Gonera) i Stefan (Jacek Borcuch) to dwaj młodzi biznesmeni marzący o stworzenie w Polsce montowni skuterów. Mają plany i zapał, ale brakuje im kapitału. Po tym jak bank odmawia im kredytu, na ich drodze staje Gerard (Andrzej Chyra), mężczyzna oferuje im załatwienie kredytu u właściciela kopalni. Po kilku dniach Panowie otrzymują propozycję drogiego kredytu, na który nie przystają. Gerard uważa, że za pomoc należy mu się jednak wynagrodzenie i domaga się od mężczyzn zapłaty 6000 dolarów. Wciąga ich w spiralę zadłużenia a następnie przemocą psychiczną i fizyczną zmusza do spłaty wyimaginowanych odsetek.
Film ten jest dopracowany w każdym szczególe i pokazuje Polskę lat 90-tych w pigułce. Czasy mafii, ściągania haraczy i totalnej beznadziejności. Perfekcyjna gra aktorska, świetny scenariusz i doskonała reżyseria. "Dług" po 20 latach dalej jest produkcją kultową i stanowi pozycję obowiązkową dla każdego miłośnika polskiego kina.
Ocena Civil.pl: 89%
Vincent (Jamie Foxx) to dobry glina, na co dzień pracujący pod przykrywką w środowisku handlarzy narkotyków. Podczas jednej z akcji, Vincent kradnie 25kg narkotyków, czym naraża się u lokalnego rzezimieszka Rubino (Dermot Mulroney). Rubino chcąc odzyskać towar poleca porwać syna Vincenta. Wkrótce sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy do akcji wkracza ambitna policjantka Bryant (Michelle Monaghan) a na Rubino zaczyna naciskać jego zwierzchnik, demoniczny Novak (Scoot McNairy). Główny bohater ma za zadanie uratować latorośl, balansując pomiędzy przestępcami narkotykowymi i kolegami po fachu.
Budżet 30 mln dolarów (zwrot wyniósł niecałe 33 mln) pozwolił na nakręcenie filmu, którego akcja prawie w całości ma miejsce w nocnym klubie w Las Vegas. Wydarzenia mają (zgodnie z tytułem) miejsce podczas jednej, bardzo pracowitej nocy. Próbowano zrobić prosty gangsterski film w starym stylu, oparty na sprawdzonych motywach: jeden nieskazitelny glina, jednej nocy radzący sobie z wieloma problemami + do maksimum pokomplikowana sytuacja. Mimo korzystania ze sprawdzonego schematu coś tutaj nie zagrało, bo film ten uderza swoją niesamowitą przeciętnością, połączoną z brakiem jakiś większych ambicji. Ciężko cokolwiek dobrego powiedzieć o tej produkcji, bo to zwyczajny kryminał wobec którego można przejść obojętnym. Jeżeli ktoś lubi filmy z Jamie Foxxem to może obejrzeć "Sleepless", aczkolwiek ja nie widzę żadnych mocnych argumentów by ten film nadrobić.
Ocena Civil.pl: 54%
Joe Harding (Michael Caine), Albert Garner (Alan Arkin) i Willie Davis (Morgan Freeman) to emeryci, na co dzień mieszkający w Nowym Jorku. W wyniku plajty ich przedsiębiorstwa wypłacającego im emerytury, cała trójka zostaje bez środków do życia. Starsi panowie postanawiają, że zdobędą pieniądze poprzez napad na bank. Szalony z początku pomysł, nabiera rumieńców po tym jak panowie poznają Jesusa (John Ortiz), lokalnego drobnego kryminalistę służącego "radą" w sprawie skoku na bank. Jako, że obrabowanie dużego banku w centrum Nowego Jorku nie należy do zadań banalnych, emeryci będą musieli się solidnie przygotować do zadania.
Caine, Arkin i Freeman to laureaci Oscara (Caine ma na koncie nawet dwie statuetki). Informacja o tym fakcie pojawia się na samej górze plakatu filmu. Są to bez wątpienia doskonali aktorzy i miło się ich oglądało w tej komedii. "Going in Style" kosztowało 25 mln dolarów i zarobiło prawie 85. Niewątpliwym atutem tego filmu jest jego lekkość. To zgrabna, quasi-familijna komedyjka z dobrą obsadą. Do minusów zaliczam miejscami nudnawe sceny i dużą schematyczność. Całość robi jednak pozytywne wrażenie. Może bez fajerwerków i jakiegoś mega-zachwytu, ale z bardzo dużą dozą poprawności.
Ocena Civil.pl: 62%
Po śmieci żony, David Kim (John Cho) samotnie wychowuje swoją nastoletnią córkę Margot. Pewnego poranka dziewczyna nie wraca po nocy spędzonej u koleżanki do domu. David korzystając z komputera swojego i córki stara się ją odnaleźć, najpierw na własną rękę a później we współpracy z policją (detektywem Rosemary Vick, w tej roli Debra Messing). Okazuje się, iż Margot miała swoje tajemnice, była skrytą dziewczyną, co jeszcze bardziej komplikuje poszukiwania.
Film kosztował tylko 1 mln dolarów (zarobił ponad 75!), jego akcja ma miejsce głównie na ekranie komputera Davida. Sceny w terenie pokazywane są albo z ujęć telewizji relacjonującej wydarzenia albo kamer typu CCTV. Produkcja ta ma w zasadzie same zalety. Nostalgiczny początek cofający widza do czasów Windowsa XP szybko "prowadzi" do współczesnej technologii spod znaku jabłka i nowoczesnych mediów społecznościowych. Poza motywem niezłego kryminału, "Searching" przekazuje także prawdę o tym, iż współcześni nastolatkowie, będący w teorii w nieustającym kontakcie dzięki social mediom, mogą być tak naprawdę samotni i wyobcowani. Nieźle skonstruowana intryga, dobrze budowane napięcie i ciekawy koniec to niewątpliwe plusy produkcji. Na Rotten Tomatoes na 220 opinii aż 91% jest pozytywnych, do tego dochodzi niezła ocena widzów na IMDB. Ten film po prostu warto obejrzeć, bo jest bardzo dobry.
Ocena Civil.pl: 80%