horror

Dobry horror to taki, który nie tylko potrafi przestraszyć, ale przede wszystkim potrafiący utrzymać widza w napięciu. Recenzje horrorów to odpowiedź na pytanie czy dany film został zrobiony z pomysłem oraz czy twórcom nie zabrakło weny, zarówno podczas pisania scenariusza jak i kręcenia scen.

Ocena: 70 A Quiet Place: Day One (Ciche Miejsce: Dzień pierwszy)

Pierwsza część z serii "A Quiet Place" zadebiutowała w 2018 roku, druga w 2020 roku. Seria jest mocno powiązana z postacią Johna Krasinskiego, który wyreżyserował obie części, napisał do nich scenariusz, a także zagrał w "jedynce" pierwszą rolę. W przypadku trzeciej odsłony, będącej jednocześnie prequelem i spin-offem, Krasinski ograniczył się do napisania samej historii, wspólnie z Michaelem Sarnoskim, który odpowiadał tym razem za scenariusz i reżyserię. Cała seria opowiada o post-apokaliptycznej wizji świata, zaatakowanego przez pozaziemskie potwory, będące ślepe, ale niezwykle wyczulone na dźwięk i atakujące ludzi generujących odgłosy. "A Quiet Place: Day One" opowiada o początku inwazji a akcja ma miejsce na Manhattanie w Nowym Jorku. Główna postać, Samira (Lupita Nyong'o) to terminalnie chora pacjentka hospicjum, goszcząca w centrum miasta na spektaklu marionetkowym (wraz ze swoim opiekunem oraz pozostałymi pacjentami ośrodka). Samira i jej grupa są świadkami początku ataku potworów. W filmie występuje także między innymi Joseph Quinn oraz Djimon Hounsou (grający także w części drugiej).

"A Quiet Place: Day One" z 2024 roku, podobnie jak pozostałe części okazał się komercyjnym sukcesem, film przy budżecie wynoszącym 67 mln dolarów, zarobił ponad 261 mln, dostając bardzo dobre oceny od zawodowych krytyków (86% pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes) oraz dobre od widzów (6.3/10 w IMDb). Moim zdaniem pomysł na stworzenie prequela, ukazującego początek apokalipsy był bardzo dobry i mocno "wzbogacił" serię o dodatkowe treści, tworząc jednocześnie podwaliny pod kolejne części. Horror trzyma w napięciu, a choć sama historia zawiera kilka luk, to nie przeszkadzają one w pozytywnym odbiorze całości. To po prostu dobra pozycja dla fanów horror z motywem apokalipsy oraz porządna kontynuacja serii "A Quiet Place". Film można obecnie obejrzeć np. na SkyShowtime.

Ocena Civil.pl: 70%

Ocena: 45 The Strangers: Chapter 1

Oryginalny "Strangers" zadebiutował w 2008 roku (główne role zagrali wówczas: Liv Tyler i Scott Speedman), 10 lat później premierę miał sequel z podtytułem "Prey at Night", zaś 5 lat później na ekranach kin pojawił się opisywany w tej recenzji "The Strangers: Chapter 1"... który jest restartem pierwotnej serii i został podzielony na 3 części. "Jedynka" opowiada tę samą historię co oryginalna część z tą różnicą, że główną rolę żeńską gra Madelaine Petsch a męską Froy Gutierrez. Kilka słów o fabule: Maya (Petsch) podróżuje samochodem ze swoim chłopakiem Ryanem (Gutierrez) przez Oregon, ich celem podróży jest Portland, jednak postanawiają się zatrzymać w małej miejscowości o nazwie Venus, aby zjeść obiad. Po posiłku okazuje się, że ich auto nie chce odpalić, po konsultacji z lokalnym mechanikiem, który może naprawić ich wóz dopiero następnego dnia, para decyduje się zamówić domek w lesie przez Airbnb i przenocować w Venus. Noc okazuje się być koszmarem, po tym jak główni bohaterowie zostają zaatakowani przez trójkę zamaskowanych (i uzbrojonych) bandytów.

"Strangers" z 2008 roku okazał się być komercyjnym sukcesem (został także dobrze oceniony przez widzów). Producenci chcieli więc powtórzyć sukces oryginalnej serii: "Chapter 1" dostał podobny budżet jak produkcja z udziałem Liv Tyler (kwotowo, bo 8.5 mln dolarów to dużo mniej niż ta sama kwota kilkanaście lat wcześniej) i co ciekawe, ponownie udało się urentownić tę inwestycję, bowiem film zarobił 48 mln dolarów (co jest wynikiem sporo gorszym niż przed lat, ale i tak bardzo przyzwoitym). Tym razem jednak zarówno widzowie jak i zawodowi krytycy bardzo surowo ocenili ten horror (4.6/10 w IMDb i zaledwie 21% pozytywnych not zagregowanych w Rotten Tomatoes). Moim zdaniem te oceny są w pełni uzasadnione, bo choć "The Strangers: Chapter 1" korzysta z bardzo popularnego motywu horrorów (domek w lesie na pustkowiu zaatakowany przez morderców) to robi to ... źle. Przede wszystkim irytuje bardzo irracjonalna fabuła, pełna luk i nielogiczności. Przeszkadza także gra aktorska, o ile Madelaine Petsch ujdzie, to partnerujący jej Froy Gutierrez wypada naprawdę słabo i bez jakiekolwiek wyrazu. Ciekawy jestem dalszych losów tej serii: czy pomimo tak słabych ocen, widzowie ponownie wybiorą się do kin by zobaczyć "co się wydarzy dalej?". "Chapter 1" można obecnie obejrzeć na Amazon Prime Video.

Ocena Civil.pl: 45%

Ocena: 35 Time Cut (Przeciąć czas)

W 2023 roku (premiera miała miejsce w październiku) powstała produkcja własna Amazona pt. "Totally Killer" – "młodzieżowy" horror (slasher) z motywem podróży w czasie. W 2024 roku (premiera także w październiku) Netflix stworzył film pt. "Time Cut", będący ... "młodzieżowym" horrorem (slasherem) z motywem podróży ... w czasie. Lucy (Madison Bailey) to outsiderka, przygnębiona faktem rocznicy śmierci jej siostry o imieniu Summer (która została zamordowana 23 lata wcześniej, w tej roli Antonia Gentry). Jako, że główna bohaterka urodziła się po jej śmierci, nigdy nie miała okazji jej poznać. Będąc w stodole, do której doszło przed dwiema dekadami do zabójstwa, Lucy przypadkiem przenosi się w czasie do 2003 roku, na dokładnie dwa dni przed śmiercią Summer, zyskując możliwość uratowania jej przed "kosą" seryjnego mordercy.

"Time Cut" zebrał słabe oceny od widzów (5.0/10 w IMDb) i jeszcze gorsze od zawodowych krytyków (25% pozytywnych recenzji zagregowanych w Rotten Tomatoes), mocno przegrywając na tym polu z konkurencyjnym filmem ze stajni Amazona. Moim zdaniem słusznie, bo ten horror przegrywa przede wszystkim przez fatalną i chaotyczną fabułę, pełną luk i nielogiczności. Drugi jego mankament to praktycznie zerowa dawka emocji co jak na slasher należy uznać za poważną wadę. Tak naprawdę ten film nie "dowozi" ani jako produkcja sci-fi ani tym bardziej jako horror i ciężko wskazać mógłby przypaść do gustu. "Totally Killer" Amazona udowodnił, że horror z motywem podróży w czasie można zrobić przyzwoicie, Netflixowi moim zdaniem ta sztuka się nie udała.

Ocena Civil.pl: 35%

Ocena: 40 Tarot (Tarot: Karta śmierci)

Grupa przyjaciół (studentów) spędza weekend w wynajętej posiadłości. Po tym jak kończy im się alkohol, szukając "ukrytych zapasów" natrafiają na karty tarota. Jedna z uczestniczek wyjazdu, Haley (Harriet Slater) interesująca się astrologią, postanawia powróżyć sobie i reszcie grupy. Wkrótce okazuje się, że użycie talii wyzwala demoniczne moce, obracające się przeciwko tym, którzy wróżyli sobie "feralnymi" kartami. Film bazuje na powieści z 1992 roku autorstwa Nicholasa Adamsa pt. "Horrorscope".

"Tarot" to rzecz jasna horror, film miał premierę w maju 2024 roku i został wyprodukowany między innymi przez Screen Gems. Produkcja zarobiła ponad 49 mln dolarów, co można uznać za dobry wynik przy budżecie wynoszącym 8 mln dolarów ... i to przy słabych ocenach od widzów (4.8/10 w IMDb) i fatalnych od krytyków (ledwie 17% pozytywnych opinii zagregowanych w Rotten Tomatoes). Moim zdaniem w tym wypadku to oceny od widzów są zbyt ... łaskawe. Zacznę od tego, że choć "Tarot" bazuje na dosyć ogranych motywach (subgenre supernatural horror/slasher) to fabuła od samego początku sprawia wrażenia nieprzemyślanej i chaotycznej, a miejscami nawet zahacza od groteskę. Do tego należy dołożyć masę luk fabularnych i nieścisłości. Jako horror "Tarot" nie oferuje niczego poza zgranymi schematami i daleko mu do jakiekolwiek zelektryzowania widza. Irytują także postacie, w tym przede wszystkim niejaki Paxton (grany przez Jacoba Batalona). Z racji tego, że film był dystrybuowany przez Sony Pictures, zadbano za to o marketing: obecnie "Tarot" można obejrzeć w ramach "Max" i tam z miejsca stał się on numerem jeden w rankingu filmów (przynajmniej w Polsce) i to pomimo, że ocena w rodzimym Filmwebie jest taka sama jak w IMDb.

Ocena Civil.pl: 40%

Ocena: 75 Abigail

Horror z elementami czarnej komedii z 2024 roku. Sześciu (nieznających siebie wzajemnie) kryminalistów zostaje zatrudnionych przez niejakiego Lamberta (Giancarlo Esposito) do porwania dla okupu młodej baletnicy o imieniu Abigail (Alisha Weir). Po dokonaniu porwania, grupa ma za zadanie przetrzymać ofiarę przez 24 godziny (do czasu opłacenia okupu) w odludnej posiadłości. Sprawy komplikują się, kiedy porywacze dowiadują się kogo właściwie porwali. Film posiada bardzo znaną obsadę, w rolę porywaczy wcielają się między innymi: Melissa Barrera, Dan Stevens, Kathryn Newton, Kevin Durand czy Angus Cloud (dla którego był to jeden z ostatnich w życiu występów, aktor zmarł w 2023 roku).

"Abigail" debiutował na ekranach kin w kwietniu 2024 roku, zdobywając uznanie wśród zawodowych krytyków (na 222 noty zagregowane w Rotten Tomatoes aż 83% z nich jest pozytywnych) oraz dobre oceny od widzów (6.6/10 w IMDb). Film przy sensownym budżecie wynoszącym 28 mln dolarów zarobił niespełna 43 mln, co samo w sobie może nie robić wrażenia, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że obecnie coraz ciężej (przy konkurencji ze strony VOD) wykręcić świetny box office. Moim zdaniem ten horror jest bardzo dobry i mocno wyróżnia się na tle konkurencji. Przede wszystkim tym, że posiada dobrą obsadę (w tym świetną rolę Alishy Weir) oraz ciekawą, dosyć nieszablonową fabułę. Scenarzyści czerpali z różnych konwencji i motywów, dzięki czemu powstał dosyć oryginalny film, który bardzo przyjemnie się ogląda (choć oczywiście nie zabrakło całej masy niesamowicie brutalnych scen, dobitnie przypominających o genre tego filmu). "Abigail" można obecnie obejrzeć np. w ramach abonamentu SkyShowtime.

Ocena Civil.pl: 75%