horror

Dobry horror to taki, który nie tylko potrafi przestraszyć, ale przede wszystkim potrafiący utrzymać widza w napięciu. Recenzje horrorów to odpowiedź na pytanie czy dany film został zrobiony z pomysłem oraz czy twórcom nie zabrakło weny, zarówno podczas pisania scenariusza jak i kręcenia scen.

Ocena: 51 Carriers

W USA szaleje epidemia groźnego wirusa, który przenosi się drogą kropelkową. Osoby, które się zarażą - umierają w przeciągu kilku dni w ogromnych męczarniach. Brian (Chris Pine) i Danny (Lou Taylor Pucci) postanawiają odświeżyć wspomnienia z dzieciństwa i dotrzeć nad ocean by tam cofnąć się w czasie do błogich lat dzieciństwa. Wyruszają w podróż wraz z dwiema dziewczynami (grają je Piper Perabo i Emily VanCamp ). Aby przeżyć muszą unikać zarażonych i przestrzegać zasad, które sami sobie wyznaczyli. Niestety rzeczywistość okaże się brutalna i nie wszystkim uda się uniknąć wirusa i dotrzeć nad brzeg oceanu.

Typowy film drogi, zakwalifikowany jako horror - ale chyba niepotrzebnie, niczego strasznego w nim nie ujrzałem. W powietrzu unosi się mały budżet, chwilami jest nudnawo, ale sytuację ratuje dobrze grający Chris Pine, który miejscami przypomina trochę Chrisa Hemswortha, jedyna wyrazista postać w tym filmie. Lou Taylor Pucci wypada drętwo i bez wyrazu, podobnie jego filmowa dziewczyna Emily VanCamp. Jednym zdaniem - kolejny przeciętny film jakich powstało tysiące.

Ocena Civil.pl: 51%

Ocena: 59 30 Days of Night

Josh Hartnett w ekranizacji komiksu o tym samym tytule. W Barrow - na samej północy Alaski (miasteczko portowe) nastaje noc polarna, większość mieszkańców wyjeżdża, nie mogą znieść 30 dni mroku. Zanim zapada zmrok zaczynają dziać się dziwne rzeczy: ktoś spala telefony satelitarne, ktoś inny morduje psy zaprzęgowe, zaś w samym miasteczku pojawia się dziwna poznać (Ben Foster), która ostrzega przed nadciągającym złem. Co złego przychodzi gdy robi się ciemno? Wataha wampirów - która chce zabić każdego kto znajduje się w miasteczku. Mieszkańcy są bezbronni i uwięzieni na 30 dni a wampiry gotowe do akcji. Film przypomina zabawę w chowanego - pod wodzą Ebena (Hartnett) i jego żony Stelli (Melissa George) ocalali starają się schować przed krwiożerczymi bestiami. Aby przeżyć 30 dni mroku należy zdobyć zapasy żywności i nie konfrontować się z wampirami, które patrolują miasteczko i są niebywale silne. Dni mijają i jak to w slasherze bywa - ubywa żywych bohaterów. I tak do finału, ktoś musi przeżyć, ktoś musi zginąć i/lub się poświęcić dla reszty - normalnie, klasycznie.

Co więcej można dodać? Nieco zmarnowano klimat, mroźna północna Alaska nie wydaje się być mroczna, trochę tak nie czuć tego powietrza nasiąkniętego grozą. Druga sprawa to dobry zwrot z inwestycji - przy budżecie 30 mln USD zarobiono nieco ponad 100 mln USD. Powstał też sequel, którego jeszcze nie widziałem i póki co nie planuję, ponieważ nie za bardzo wciągnął mnie ten film.

Ocena Civil.pl: 59%

Ocena: 69 28 Weeks Later

Wirus grasujący w Wielkiej Brytanii zamienia ludzi w krwiożerce bestie, jednak dzięki akcji NATO udaje się go powstrzymać w 28 tygodni i wybudować bezpieczną enklawę w centrum Londynu. Ocalali do czasu "wyczyszczenia" kraju muszą pozostać w zamkniętej wojskowej strefie. Wśród nich jest Don (Robert Carlyle), który sprowadza do Londynu swoje dzieci, Andy'ego i Tammy (Imogen Poots - świetna angielska aktorka o bardzo delikatnej, niebanalnej urodzie). Na początku epidemii Don zostawia na pastwę losu swoją żonę Alice, samemu uciekając gdzie pieprz rośnie. Jego dzieci zamierzają jednak dowiedzieć się co się stało z matką i wyruszają ulicami opustoszałego Londynu co daje początek dalszym wydarzeniom. W roli drugoplanowej występuje Jeremy Renner, który gra snajpera. Najlepiej w filmie prezentuje się jednak Imogen Poots, która ciągnie akcję fabularną do samego końca. Brytyjka (podczas kręcenia filmu miała zaledwie 16 lat) robi świetne wrażenie, obecnie jej kariera nabiera rozpędu i bardzo dobrze.

Dosyć dynamiczny horror, pokazany w Londynie, który opustoszały robi smutne i ponure wrażenie. W filmie oglądamy stadion Wembley, Big Bena, diabelski młyn jak i wiele znanych lokacji. Film miał premierę w 2007 roku, jednak dopiero teraz udało mi się go obejrzeć, szukając nowych oryginalnych horrorów godnych uwagi.

Ocena Civil.pl: 69%

Ocena: 35 The Loved Ones

Brent to australijski nastolatek, w przeszłości spowodował wypadek samochodowy, w którym zginął jego ojciec. Od tamtej pory chłopak ma myśli samobójcze i nieustannie tnie się żyletką. Ale zbliża się studniówka, na którą idzie z niejaką Holly, wcześniej odmawiając Loli. Loli się nie powinno odmawiać, ponieważ jest psychopatką i razem z ojcem porywa chłopaków by ich torturować i zamieniać (po sparzeniu mózgu!) w krwawe bestie trzymane w piwnicy pod salonem. Niestety Brent daje się złapać i przechodzi przez to wszystko w czasie gdy jego rówieśnicy świetnie się bawią na studniówce. W chłopaku odzywa się wola walki i za wszelką cenę chce się uwolnić i uciec od szalonej dziewczyny i jeszcze gorszego jej ojca.

Ten fatalny film typu gore/slash, jest umilany bezsensownymi ujęciami studniówki na której kolega Brenta najpierw wypala trawkę w samochodzie z pewną niezłą cizią by następnie z nią spółkować na tyle swojego samochodu. Ot taka hiperbola - jednemu wiercą dziurę w głowie a drugi sobie używa życia. Dodajmy do tego jeszcze całkowicie pozbawioną sensu fabułę - Brent odnosi masakryczne obrażenia a i tak potrafi na koniec filmu prowadzić samochód - dziurawymi stopami, nawet wtedy gdy już nie musi tego robić bo zostaje ocalony. Takich bzdur tutaj jest sporo więcej, aż nie sposób ich wymienić.

I teraz przechodzimy do absurdu. Ocena na Rotten Tomatoes 98%. Dobra ocena na IMDB.com, niezła na Meta Critic. Po prostu niemalże Oscarowe dzieło o dwójce psychopatów. Ledwo da się to obejrzeć, bo naprawdę miejscami robi się bardzo niesmacznie. Nie polecam i nie rozumiem wysokich ocen. Może po prostu jest jakaś inna skala dla filmów z Australii?

Ocena Civil.pl: 35%

Ocena: 80 The Cabin in the Woods

"The Cabin in the Woods" wzbudził we mnie mieszane uczucia. Po seansie miałem poczucie pustki, tak jakbym widział tandetę zamiast hitu kinowego (ocena na Rotten Tomatoes 92%!), jednak po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że tak naprawdę widziałem świetny film z pewnymi błędami. Fabuła wydaje się być prosta: piątka studentów jedzie na weekendowy wypadł do domku w lesie, są jednak obserwowani przez coś ala naukowe studio filmowe. Zaczyna się robić krwawo i bardzo dynamicznie, ponieważ grasujące po lesie zombie to nie najgorsza rzecz jaka mogła spotkać głównych bohaterów, o wiele gorsi są animatorzy tego widowiska - jednak ich motywy do końca filmu pozostają nieznane. W roli głównej występuje Kristen Connolly - niewiele da się powiedzieć o tej aktorce, poza tym iż ma ponad 30 lat a wygląda dużo młodziej, główną rolę męską gra Fran Kranz - gość przypominający Shaggy'ego, niby cały czas na haju, a jednak jego obecność dodaje kolorytu. W roli drugoplanowej oglądamy między innymi Chrisa Hemswortha, który jak zwykle gra pyszałka w swoim nonszalanckim stylu.

Po obejrzeniu i przemyśleniu całości wychodzą na jaw pewne nielogiczności fabularne. Np. wyraźnie było widać, iż nasłane zombie wykopują się z ziemi, podczas gdy bohaterowie odkrywają inny sposób ich pojawienia się. Zombie nie są też w żaden sposób sterowane przez "reżyserów" a nie rzucają się na bohaterów od razu - tylko spokojnie czekają na właściwy moment. Czy te błędy przeszkadzały w odbiorze całości? Nie bardzo. Powstał bardzo dobrze zrobiony film, z odpowiednim klimatem, świetnie odebrany przez krytyków, w pewien sposób bardzo oryginalny. Główne postacie bardzo przypadły mi do gustu, są bardzo prawdziwe i świeże, co na tle filmowego "Thora" było dobitnie widać, na niekorzyść Christa oczywiście.

Ocena Civil.pl: 80%