komedia
Recenzje komedii na tym blogu to przede wszystkim opinie o amerykańskich produkcjach, zarówno tych najbardziej kultowych i rozpoznawalnych jak i tych niszowych.
Recenzje komedii na tym blogu to przede wszystkim opinie o amerykańskich produkcjach, zarówno tych najbardziej kultowych i rozpoznawalnych jak i tych niszowych.
Scott (Will Ferrell) i Kate Johansen (Amy Poehler) to para rodziców pragnących posłać swoją córkę Alex (Ryan Simpkins) na studia. Plan ten się komplikuje po tym jak, skorumpowany radny o imieniu Bob (Nick Kroll) cofa stypendium naukowe dla Alex, zmuszając tym samym jej rodziców do sfinansowania edukacji za własne pieniądze. Państwo Johansen chcąc zdobyć potrzebne fundusze wchodzą w spółkę z przyjacielem rodziny, Frankiem (Jason Mantzoukas), lokalnym hazardzistą i lekkoduchem. Wspólnie zakładają osiedlowe, nielegalne kasyno.
Dla porządku należy dodać, iż rolę trzecioplanową w tym filmie gra Jeremy Renner. Na film ten wybrałem się do kina. Oblężenie sali było minimalne, co zapewne tłumaczy fakt iż produkcja ta, przy budżecie wynoszącym 40 mln dolarów, przyniosła zaledwie 33 mln wpływów, czyli nawet się nie zwróciła. Amy Poehler oraz Will Ferrell to specjaliści od komedii, reprezentujący pewien poziom. Zdaję sobie sprawę, iż są to aktorzy bardzo specyficzni, mający zapewne duże grono antyfanów, niemniej jednak w tej komedii się w miarę odnaleźli. Nie odnalazła się za to absurdalna fabuła i scenariusz pisany na kolanie. "The House" pozbawiony jest logiki, posiada za to bardzo ograne, standardowe zakończenie, przekopiowane z filmów familijnych. Gołym okiem widać, iż scenarzyści nie mieli za bardzo pomysłu na ten film. Całość robi takie sobie wrażenie, przeciętnej komedii dla osób, które oczekują od filmu bardzo niewiele.
Ocena Civil.pl: 58%
Dave (Zac Efron) i Mike (Adam Devine) to dwaj bracia, razem pracujący i razem mieszkający, znani w swojej rodzinie ze swoich ekscesów i wygłupów. Ich siostra – Jeanie ma wyjść za mąż na Hawajach, w związku z czym rodzice nakazują braciom znalezienie (w charakterze osób towarzyszących na weselu) odpowiedzialnych dziewczyn, które poskromią ich temperament i zadbają o to by kolejna rodzinna uroczystość obeszła się bez skandalu. Dave i Mike znajdują dwie, potencjalnie grzeczne i odpowiedzialne partnerki: Alice (Anna Kendrick) oraz Tatianę (Aubrey Plaza). Kobiety, które na co dzień zajmują się imprezowaniem, braniem narkotyków oraz drobnymi kradzieżami aby dostać się na Hawaje udają porządne i przedsiębiorcze.
Zaletą tego filmu jest to, iż jest to lekka, przewidywalna komedia. Niestety występuje bardzo dużo wad: przede wszystkim kuriozalny, niezbyt smaczny humor. Mała ilość śmiesznych gagów i sytuacji oraz dziurawa jak ser szwajcarski fabuła. Film kosztował 33 mln dolarów i przyniósł ponad 70 mln zwrotu, zebrał raczej kiepskie oceny od krytyków. "Mike and Dave Need Wedding Dates" to taka typowa komedia–zapychacz, do obejrzenie przy okazji w ramach jakiegoś sobotniego wieczorku.
Ocena Civil.pl: 55%
Guy Carter (Jason Biggs) to bezrobotny mężczyzna, który musi pilnie znaleźć pracę aby uzyskać ubezpieczenie zdrowotne dla żony spodziewającej się dziecka. Zdesperowany Guy odpowiada na ogłoszenie mężczyzny poszukującego kierowcy. Okazuje się, iż praca polega na wożeniu prostytutek na imprezy i odwożeniu ich do domu. Zdesperowany Carter podejmuje się zajęcia i wkrótce rozpoczyna współpracę z Nikki (Janet Montgomery), luksusową prostytutką z mocno rozbudowanym ego. Akcja filmu koncentruje się na pierwszym dniu pracy Guya Cartera w roli kierowcy.
Ta komedia nie jest ani śmieszna ani ciekawa. Przewidywalna fabuła, akcje jak z filmu erotycznego oraz irracjonalne zakończenie powoduje, iż obcowanie z tą produkcją to prawdziwa katorga. Jason Biggs w roli życiowej niedorajdy wypada blado. Trochę lepiej prezentuje się Janet Montgomery, brytyjska aktorka o dosyć niebanalnej urodzie. Krytycy nie zostawili na "Amateur Night" suchej nitki, oceniając ten film jako fatalny. Moim zdaniem to bardzo kiepska komedia, nie warta zachodu.
Ocena Civil.pl: 34%
"Scream Queens" to taka lekka wersja "American Horror Story". Oba seriale wyprodukował Ryan Murphy. Pierwszy sezon serialu ma miejsce na kampusie wyższej uczelni. Życie bogatych studentek i studentów komplikuje się po tym jak na uczelni zaczyna grasować seryjny morderca w stroju diabła. Główną rolę gra Emma Roberts, wcielająca się w postać studentki Chanel Oberlin – przewodniczącej żeńskiego akademika. Chanel to kobieta zepsuta do cna, cyniczna, bezczelna, arogancka, zaborcza i przewrażliwiona na swoim punkcie. Kobieta ta nie używa imion w stosunku do swoich koleżanek ... numeruje je jako Chanelki. Channel no 3 gra Billie Lourd, zaś w numer 5 Abigail Breslin. Obsadę dopełniają jeszcze między innymi: Lea Michele, Keke Palmer, Glen Powell, Skyler Samuels oraz Jamie Lee Curtis w roli dziekana uczelni.
Serial ten jest przez krótkie momenty straszny, jednakże przez większość czasu dominują wątki komediowe. Ostre żarty balansujące na granicy dobrego smaku przeplatane slasherowymi scenami to bardzo wysmakowana mieszanka. Niewątpliwie największą zaletą tej produkcji jest niesamowita obsada. Kreacja Emmy Roberts przykuwa uwagę, bardzo dobrze wypadają także inni aktorzy. "Scream Queens" obejrzałem z dużą obsuwą, ponieważ serial wyszedł jesienią 2015 roku, nie mniej jednak po rozpoczęciu oglądania nadrobiłem obie serie w kilka dni. Oczywiście serial posiada też wady, np. przesadę w eksploatowaniu niektórych wątków. Widać, iż autorzy tej produkcji chcieli poeksperymentować, wiedząc iż to dla nich odskocznia w której mogą dać upust zwariowanym pomysłom. Momentami nieco przesadzili, jednakże cały pierwszy sezon oceniam pozytywnie.
Ocena Civil.pl: 75%
Osadzona w latach 70 komedia kryminalna z udziałem Russela Crowe i Ryana Goslinga. Tytułowi "równi goście" to dwaj detektywi z Los Angeles, którzy łącza swoje siły pracując nad sprawą zaginięcia kobiety związanej z branżą porno. Holland March (Ryan Gosling) to mężczyzna z problemami, wychowujący nastoletnią córkę o imieniu Holly (Angourie Rice), podczas gdy Jackson Healy (Russell Crowe) to bezkompromisowy twardziel.
Wielkie brawa należą się Ryanowi Goslingowi, który stworzył bardzo ciekawą kreację. Niestety moim zdaniem Russel Crowe mocno od niego w tym filmie odstawał. To co najbardziej mi się podobało w "The Nice Guys" to niesamowicie dobrze oddany klimat oraz lekkość i świeżość tej produkcji. To co szwankowało to liczby – film kosztował 50 mln dolarów i ledwo się zwrócił, pomimo bardzo pozytywnych opinii krytyków (92% pozytywów na Rotten Tomatoes) i widzów. Moim zdaniem ta pozycja jest warta obejrzenia, niezależnie od tego czy ktoś jest lub nie jest fanem Goslinga czy Crowe'a.
Ocena Civil.pl: 77%