komedia
Recenzje komedii na tym blogu to przede wszystkim opinie o amerykańskich produkcjach, zarówno tych najbardziej kultowych i rozpoznawalnych jak i tych niszowych.
Recenzje komedii na tym blogu to przede wszystkim opinie o amerykańskich produkcjach, zarówno tych najbardziej kultowych i rozpoznawalnych jak i tych niszowych.
Ryan i Justin (odpowiednio Damon Wayans Junior oraz Jake Johnson) to sublokatorzy i życiowy nieudacznicy, którzy pewnego wieczoru przychodzą na bal kostiumowy w przebraniach policjantów. Szybko odkrywają, iż mundur daje im to czego do tej pory brakowało im w życiu – respekt i poważanie społeczeństwa. Do mundurów dokupują sobie więc auto policyjne na eBayu i rozpoczynają nielegalne patrole Los Angeles. Traf chce, iż przy okazji zadzierają z rosyjską mafią oraz skorumpowanym oficerem policji (w tej roli Andy Garcia). Fake Cops, Real Trouble tak głosi motto tej komedii sensacyjnej.
W zasadzie nie ma się o czym rozpisać. "Let's Be Cops" to bardzo przyzwoita komedia, która spodobała się widzom a zawiodła krytyków, którzy stwierdzili, iż komediowa chemia głównych bohaterów została całkowicie zmarnowana. Cokolwiek to znaczy, widzowie obalili tę tezę swoimi portfelami, ponieważ film zarobił około 127 mln dolarów a kosztował zaledwie 17. Warto sobie w wolnym czasie obejrzeć "fałszywych policjantów", jeżeli nie ma się niesamowicie wygórowanych wymagań, to ta produkcja powinna się spodobać.
Ocena Civil.pl: 65%
"The Interview" gościł na ustach niemalże wszystkich, ze względu na zamieszanie z hakerami, interwencją Baracka Obamy. Po tych perypetiach Sony wypuściło ten film w systemie PPV (Pay Per View), ale ostatecznie "The Interview" zagościł też w kinach, do których (podobno!) ciężko było kupić bilety na seans. Skąd tyle zamieszania? Chodzi o temat filmu, a mianowicie o Koreę Północną. Główni bohaterowie: Dave Skylark (James Franco) oraz Aaron Rapaport (Seth Rogen) dostają możliwość polecenia do Korei Północnej po to by przeprowadzić wywiad z jej nowym wodzem – Kim Dzong Unem (w tej roli Randall Park). CIA zleca dodatkowo dziennikarzom misję ... zabicia dyktatora. Piękna agentka Lacey (Lizzy Caplan) szkoli dwóch dziennikarzy na skrytobójców i wręcza im super nowoczesną truciznę, która przedostaje się do organizmu ofiary podczas podania sobie dłoni. Kiedy dziennikarze już docierają na miejsce, wita ich Sook (koreańska agentka), która zawozi Dave'a i Aarona do rezydencji Kim Dzong Una. Sam dyktator okazuje się być niesamowicie sympatycznym człowiekiem, fanem Katy Perry, Margarity oraz imprez. Wszystko to komplikuje plan i doprowadza do różnych perypetii.
"The Interview" to doskonała komedia z elementami kina akcji, z kolejną świetną rolą Jamesa Franco. Sceny kręcono w Kanadzie, nie mniej jednak starano się oddać trochę koreańskie klimaty (i wyszło to całkiem dobrze). Nie wnikając w to, czy perypetie związane z tą produkcją i jej dystrybucją były czy nie były zabiegami marketingowymi, warto pochylić się nad samym filmem, zapomnieć o kontrowersjach i po prostu amerykańskim zwyczajem zastosować się do porady: "just enjoy the show".
Ocena Civil.pl: 82%
Jason Segel oraz Cameron Diaz jako Jay i Annie, zgodne małżeństwo z dwójką dzieci. Pewnego wieczora para ta postanawia nagrać swoje seksualne igraszki na iPoda. Nieoczekiwanie materiał synchronizuje się ze wszystkimi urządzeniami firmy Apple, które posiada cała rodzina, jeden z iPodów ląduje u przyszłego szefa Annie, inne u sąsiadów. Nie chcąc dopuścić do skandalu Jay i Annie wyruszają na łowy by odzyskać wszystkie urządzenia, na których zapisany jest kompromitujący ich filmik. W dodatku parę męczy anonim, który też jest w posiadaniu kopii nagrania.
W roli drugoplanowej pojawia się Rob Corddry, dyżurny aktor komediowy. Gościnnie pojawia się także Jack Black w roli właściciela YouPorn'a. "Sex Tape" to komedia niesamowicie wtórna, mało śmieszna (chyba że kogoś bawi Jason Segel ganiany przez psa po całym domu). Film choć z pozoru mógłby łapać się jako komedia familijna, został odpowiednio przyprawiony, po to by mógł spodobać się dorosłym widzom. Wątpię by jednak była jakakolwiek grupa docelowa, której ta produkcja mogłaby się spodobać. Strata czasu.
Ocena Civil.pl: 52%
"The Mule" czyli tytułowy muł to Ray Jenkins, Australijczyk który dał się namówić do tego by przeszmuglować w żołądku heroinę z Tajlandii do ojczyzny. Rzecz ma miejsce w latach 80, stąd też złapany na lotnisku Ray zostaje wzięty w areszt domowy do motelu, podczas którego ma się wypróżnić i dostarczyć tym samym obciążające go dowody wprost z własnego żołądka. Pieczę nad Rayem przejmują agenci federalni, w tym sadystyczny detektyw Tom Croft (Hugo Weaving). Po stronie Raya opowiada się za to młoda prawniczka Jasmine (urodziwa Georgina Haig). Może to wydać się niemożliwe, ale ten film jest właśnie o tym, czy tytułowy muł wytrzyma kilka dni bez ... defekacji. A ma sporą motywację, ponieważ mafia która wplątała go w tę sytuację atakuje jego rodzinę a także osacza go w motelu, w którym jest przetrzymany.
"The Mule" to film niewątpliwie obrzydliwy, który mieszka kilka gatunków. Australijczycy lubią jeździć po bandzie i dostarczać widzom scen, o których ci nawet nie mogli pomyśleć, że kiedykolwiek powstaną. Kinematografia nawet ma to określenie: "bizzare" czyli dziwaczne. Tak, żyjemy w czasach, w których w zasadzie prawie każdy motyw został już wyeksploatowany i czas sięgać po historie niesamowite. Jeżeli ktoś lubi ekstremalne motywy z nutką australijskiego poczucia humoru to na pewno spodoba mu się ten film...
Ocena Civil.pl: 59%
Tammy (Melissa McCarthy) zostaje zwolniona z pracy, psuje jej się samochód i przyłapuje swojego męża na zdradzie z sąsiadkę (Toni Collette) – wszystkie te zdarzenia mają miejsce po sobie, stąd też główna bohaterka postanawia udać się w podróż na którą zabiera swoją babcię Pearl (Susan Sarandon). Pearl to schorowana alkoholiczka, ale dysponująca pieniędzmi i samochodem, mieszkająca na co dzień z rodzicami Tammy: Deb (Allison Janney) oraz Donem (Dan Aykroyd). W "drodze" nietypowa para zwiedza USA i napotyka na swojej drodze dwóch farmerów: ojca (Gary Cole) i syna (Mark Duplass) a także przyjaciółkę Pearl, bogatą lesbijkę o imieniu Lenore (Kathy Bates).
"Tammy" to komedia drogi. Melissa McCarthy występuje nie tylko w roli tytułowej, jest współautorką scenariusza i producentką. Aktorzy wiekowo nie za bardzo pasują do swych ról. McCarthy, która ma 44 lata gra wnuczkę Susan Sarandon, która liczy 68 lat. Filmowa matka McCarthy liczy sobie lat 55, wynika z tego fakt, iż mamy do czynienia z jakąś afrykańską rodzinką, w której dzieci rodzi się wieku 11-13 lat... oczywiście aby to jako tako wyglądało, McCarthy próbowano odmłodzić a Sarandon postarzyć, nie mniej jednak ze średnik skutkiem. Ten film nie ma w zasadzie żadnych blasków, kiepsko ocenili go widzowie, kiepsko ocenili go krytycy. Mało zabawna komedia, z płytkim scenariuszem, wpisująca się w kanwę amerykańskiego filmu drogi z elementami kina przygodowego moim zdaniem nie miała szans się spodobać.
Ocena Civil.pl: 35%