film akcji

Recenzje filmowe kina akcji próbują odpowiedzieć na kilka pytań. Po pierwsze sprawdzają czy scenariusz nie był pisany na kolanie, a cała fabuła nie polega na masowej rzeźni w jakimś magazynie. Po drugie oceniamy czy sceny akcji wciągają oraz czy trzymają poziom. Filmy akcji często mają ogromne budżety, przekraczające 100 mln dolarów, gdzie 'sky is the limit', ale niestety nie zawsze w parze za wielkimi pieniędzmi idzie odpowiednia jakość.

Ocena: 35 Ride Along 2

Jakiś czas temu w telewizji miałem "okazję" oglądać "Ride Along 2", od razu uprzedzam iż nie widziałem części pierwszej, ale fabuła tego "dzieła" tego nie wymaga. James Payton (Ice Cube) oraz Ben Barber (Kevin Hart) to przyszli szwagrowie pracujący w policji. James jest poważny, podczas gdy Ben to typowy komediant. Na kilka dni przed ślubem Bena z siostrą Jamesa (w tej roli urocza Tika Sumpter) panowie policjanci wyruszają do Miami, gdzie mają zająć się narkotykowym baronem (w tej roli Benjamin Bratt). Policjantom pomaga pani detektyw z lokalnej policji – Maya (Olivia Munn). W filmie pojawiają się także między innymi: Ken Jeong oraz Bruce McGill.

Kevin Hart w każdym swoim kolejnym filmie w zasadzie gra tę samą postać, ze względu na bardzo niski wzrost (nieco ponad 160cm) aktor jest bardzo charakterystyczny i ciężko go z kimkolwiek pomylić. Ice Cube robiący poważne miny wygląda komicznie, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Do tego należy dodać fatalny scenariusz oraz humor bardzo niskich lotów. To w zasadzie tutorial jak nie robić komedii kryminalnej. Na Rotten Tomatoes produkcja zebrała zaledwie 14% pozytywnych recenzji, do tego dochodzi kiepski Metascore. Nieco łaskawsi byli czytelnicy IMDB, którzy ocenili film na 5.9. Nie mnie jednak "Ride Along 2" to pozycja którą można obejrzeć naprawdę w ostateczności. Chyba, że ktoś naprawdę lubi Kevina Harta w akcji, ale aktor ten ma na swoim koncie lepsze produkcje.

Ocena Civil.pl: 35%

Ocena: 77 The Man from U.N.C.L.E.

Guy Ritchie w mistrzowskiej formie. Akcja produkcji na miejsce na początku lat 60-tych. Dwaj agenci: amerykański oraz radziecki pracują razem by pokonać tajemniczą organizację przestępczą, która zamierza wyprodukować bombę atomową. Amerykanina o imieniu Napoleon gra Henry Cavill, zaś agenta radzieckiego Ilye Armie Hammer. Ilye partneruje Gaby (zdobywczyni Oscara – Alicia Vikander). W rolach trzecioplanowych pojawią się: Hugh Grant, Sylvester Groth, Jared Harris oraz Luca Calvani. Rola czarnego charakteru przypadła zaś Elizabeth Debicki, Australijce z polskimi korzeniami. Debicki wyróżnia się wśród wielu aktorek słowiańską urodą oraz wzrostem, według niektórych źródeł aktorka mierzy 190cm wzrostu.

Oglądanie "The Man from U.N.C.L.E." to czysta przyjemność. Akcja z dużą dawką humoru i stylu to coś bardzo pożądanego. Do tego dochodzi bardzo ciekawa obsada. Zawiodły jedynie finanse, ponieważ przy dużym budżecie 75 mln dolarów wyciągnięto niecałe 110 mln. Nie mniej jednak ta produkcja ma solidne argumenty by ją po prostu obejrzeć.

Ocena Civil.pl: 77%

Ocena: 59 No Escape

Jack (Owen Wilson) przenosi się wraz z żoną Annie (Lake Bell) i dziećmi do azjatyckiego kraju, w którym ma podjąć zatrudnienie. Tuż po przylocie, w kraju ma miejsce przewrót wojskowy, zaś na ulicach rozgrywają się dantejskie sceny. Grupy tubylców krążą po mieście i zabijają każdego obcokrajowca, którego złapią. Jack i jego rodzina mają przeciwko sobie hordy zbuntowanych Azjatów, zaś po swojej stronie jedynie tajemniczego Hammonda (Pierce Brosnan), który oferuje swoją pomoc w wydostaniu się z Azjatyckiego piekła.

Od razu muszę przyznać, iż ta produkcja nie spodobała mi się. Kosztujący zaledwie 5 mln dolarów film zarobił prawie 55 mln i to chyba jedyny plus o którym mogę wspomnieć. Akcja ma miejsce w nienazwanym azjatyckim kraju (ze względu zapewne marketingowych, ponieważ tamtejszy rejon żyje z turystyki i sugerowanie, iż w jakimś kraju doszło do takich wydarzeń, nawet na filmie, mogłoby zapewne wpłynąć negatywnie na wizerunek kraju, ta pozorna ostrożność jednak zdała się na nic). Ujawniono w filmie, iż "ten" kraj ten graniczy z Wietnamem, a sama produkcja i tak wywołała niepokoje społeczne w Kambodży, gdzie zakazano emisji "No Escape". Skąd te kontrowersje? Akcja filmu, choć bardzo dynamiczna bazuje na pokazywaniu prostej, nieuzasadnionej przemocy, która w "No Escape" próbuje być racjonalizowana. Główni bohaterowie przedstawieni są jako niemalże idealna amerykańska rodzina przeciwstawiona azjatyckim fanatykom. Ten kontrast bije po oczach przez cały seans. Z związku z tym w wielu recenzjach padły oskarżenia o ksenofobię. Dość jednak o polityce, ponieważ pomimo tych kontrowersji sama akcja nie wciąga i jest do bólu przewidywalna. Przy okazji: Pierce Brosnan po raz kolejny zagrał ciekawą postać i wypadł świetnie na tle nijakiego Owena Wilsona czy Lake Bell. Nie polecam.

Ocena Civil.pl: 59%

Ocena: 61 Self/less

Umierający magnat, Damian (Ben Kingsley) korzysta z oferty szalonego doktora (Matthew Goode), który oferuje bogatym ludziom transfer ich mózgów do wyhodowanych ciał młodzieniaszków. Damian w nowym ciele (które to ciało gra Ryan Reynolds) szybko odkrywa, iż procedura medyczna, której się podjął ma drugie dno. Główną rolę żeńską w tym filmie gra Natalie Martinez, pojawia się także Michelle Dockery.

Ciężko znaleźć jakieś mocne strony tej produkcji. Z jednej strony pojawia się Ben Kingley, znakomity aktor, ale nawet on nie wiele może zdziałać gdy fabuła mocno kuleje i garściami czerpie z już ogranych schematów. Ot po prostu kolejny film akcji z elementami kina sci-fi dla widzów o niewybrednych gustach. Dosyć długi, ponieważ trwa prawie 2 godziny. Co z tego, skoro na ekranie nie dzieje się zbyt wiele ciekawego.

Ocena Civil.pl: 61%

Ocena: 65 Suicide Squad

Kolejna opowieść o superbohaterach ze stajni DC (należącej do Warner Bros). Grupa przestępców z "super umiejętnościami" otrzymuje od rządowej agencji samobójczą misję. W zamian za jej wykonanie postacie mogą liczyć na niższe wyroki. Do grupy pod przewodnictwem Flaga (Joel Kinnaman) dostają przydział: Deadshot (Will Smith), Harley Quinn (Margot Robbie ), Boomerang (Jai Courtney), Killer Croc (Adewale Akinnuoye-Agbaje) oraz Diablo (Jay Hernandez). Grupę wspiera także Katana (Karen Fukuhara). Głównym antagonistą jest Enchantress, która opanowała ciało doktor June Moone (Cara Delevingne). Nie zabrakło także Jokera (którego zagrał Jared Leto). Omawiając obsadę należy także wymienić Violę Davis, Davida Harboura, Commona czy Adama Beacha. W roli cameo pojawia się np. Batman, grany przez Bena Afflecka.

Nie da się ukryć, iż tego filmu da się zapamiętać przede wszystkim Margot Robbie w roli Harley Quinn. Śmieszna, przerażająca ale na pewno magnetyzująca rola Robbie to wizytówka tej produkcji. Plastikowy Will Smith wyglądał na zmęczonego, tak jakby traktował kreację kolejnego super bohatera jako normalną fuchę. Jak widać, można się przyzwyczaić do udziałów w super produkcjach. Pytanie: dlaczego nie zatrudniono do takiej roli kogoś, kto się jeszcze nie zmęczył? Niezależnie jednak od występów aktorskich, "Suicide Squad" to produkcja chaotyczna fabularnie. Użyto ogromną ilość utworów muzycznych, przez co miejscami miałem wrażenie, iż oglądam teledysk a nie kolejne przygody super bohaterów. Nie mniej jednak film zapełnił kino w którym byłem. Za 175 mln dolarów wykonano poprawny film akcji. Poprawny to słowo klucz w tym wypadku.

Ocena Civil.pl: 65%